— Sześć! — zawołał chłopiec z triumfem. — To tyle dni?
— Nie, tygodni tyle.
— A co to jest tygodzień?
— Od niedzieli do niedzieli.
Chłopak pokręcił głową z niedowierzaniem. Te zawiłe obliczenia przechodziły jego zdolność pojmowania.
— Wiesz, tatusiu — rzekł wreszcie — to wcale tak nie jest! Mamusia do nas już jedzie. Ja tatusiowi opowiem. Siadła sobie na łódkę i przyprzągnęła do niej dwa kotki.
— Ależ przecie kotki po morzu pływać nie umieją!
— To nic nie szkodzi. Tam są takie kotki, co umieją.
— I cóż dalej?
— I tak mamusia siedzi w łódce i sobie myśli: czy wnet będzie Nabożerodzenie i czy tatuś poszedł do obserwatorium? I czy ja się wieczorem myję i czy przy myciu nie wrzeszczę?