— Ach! C’est vous, monsieur!42
Don Rodriguez zginał się przed nią w niskim ukłonie.
— Madame.43
— A, jak to dobrze, że pana spotykam — mówiła, usiłując nie patrzeć na owe damy. — Ranek jest tak piękny, a ja się nudzę sama!
Nie witała go nigdy tak przyjaźnie. Hiszpan patrzył na nią oszalałymi ze szczęścia oczyma. Zauważyła to i przejmujący, rozkoszny dreszcz napiął jej wszystkie mięśnie. Uczuła, że jest młoda i piękna i że może robić z ludźmi, co zechce. Patrzyła na wytworną, smukłą a silną postać swego towarzysza, na ogorzałą twarz i szyję, wyłaniającą się z szeroko rozłożonego kołnierza koszuli.
— Que vous etes beau, mon ami, ce matin!44 — rzuciła mu jakby mimo woli z niewinnym na ustach uśmiechem.
— Mais vous etes toujours la plus belle au monde, senora45 — odrzucił półgłosem nabrzmiałymi, krwawymi wargami.
Udała, że nie słyszy odpowiedzi.
— Duszno tu siedzieć... Chciałabym na świat, na morze...
— Służę pani — rzekł z gotowością. — W przystani mamy do wyboru łodzie motorowe i żaglowe jachciki. Wiatr jest cudowny.