Zawahała się.
— Nie, nie chcę wody, pędu chcę na lądzie!
— Mój automobil czeka obok kasyna.
— Nie, to martwa maszyna. Koni chcę żywych! Doskonałych koni i wygodnego powozu!
Zwrócił się do kogoś ze służby.
— Proszę posłać — za kwadrans tutaj najlepsze konie i powóz, jakie są w całym... księstwie!
Ostatni wyraz wymówił z mimowolną lekką ironią, mając na myśli obszar „państwa”, w którym się znajdowali, mniejszy niewątpliwie od jego włości w Hiszpanii.
— Może pani tymczasem przejdzie się nieco pod palmami?
Z dłońmi w kieszeniach angielskiego kostiumu, z odrzuconą trochę w tył głową, pod dużym białym kapeluszem mocno z czoła zsuniętym, szła cokolwiek naprzód krokiem lekkim i tanecznym.
Nie mógł się powstrzymać od uwagi: