— A potem przez granicę do Bordighiery!
— Obawiam się — rzekł — zbyt wysokiego cła, przechodzącego nawet moje środki, gdy wiozę taki skarb...
— Tylko za własny skarb cło się opłaca! — odezwała się.
Konie szły noga za nogą. Kazała naumyślnie zwolnić biegu, aby patrzeć swobodnie na morze, tuż poniżej drogi o skały się rozpryskujące. W miejscach, gdzie brzeg był nieco płaski, najczęściej przy ujściu potoków, tworzyły się małe piaszczyste plaże, na które fala wślizgiwała się z szelestem, szeroko się rozlewając. W jednym takim miejscu miała ochotę kazać zatrzymać powóz i zrzuciwszy trzewiki, po gorącym piasku wbiec boso w tę zimną wodę i czuć na nogach jej pokorne, pieszczotliwe łaskotanie.
Powstrzymała ją od tego obecność towarzysza, który prawdopodobnie zbyt by był jej wybrykiem zdumiony. Ażeby się oprzeć pokusie, obróciła oczy na lewo. Szeroki wąwóz, raczej dolina potokiem przerżnięta, ciągnęła się kędyś w głąb gór, wypełniona cała oliwnymi gajami. W dali, popod arkady śmiałego wiaduktu kolejowego, błyszczało pośród szarej zieleni białymi domami jakieś miasteczko wśród gajów i nagich nad nimi skał ukryte. Tuż obok drogi ciągnęły się zagony czerwonej ziemi pełnej grubego żwiru, ale nadzwyczaj urodzajnej, pokryte młodymi sadzonkami palm, goździkami albo całymi zaroślami niskich, rozkwitnionych czerwonych, białych i żółtych róż.
Owdzie znowu, za wąwozem, kiedy skały więcej zbliżały się do morza, wyłaniała się nagle na nadwodnym cyplu stojąca willa, otoczona sadem drzew pomarańczowych, brzoskwini, migdałowych krzewów, fig, oliwek starych i rosochatych, smukłych cyprysów i pierzastych palm.
— Chciałabym tu mieszkać! — wykrzyknęła mimo woli.
Rodriguez pochylił się ku niej.
— Wszakże to tylko od pani woli zależy! — rzekł głosem niemal błagalnym.
Udała znów, że nie rozumie. Bawiła ją ta gra, zajmował ją młody, zakochany, wytworny i cudowny człowiek, przy niej siedzący. Ilekroć spojrzała nań, czuła, że gorący dreszcz przechodził jej nerwy. Czuła jednak mimo wszystko, że panuje nad sobą i nad nim. I z brawurą niesłychaną usiłowała go pogrążyć tak, aby on już nad sobą nie panował. Robiła to świadomie, nie zdając sobie jednak sprawy z tego, że gra może się stać niebezpieczną. Zresztą, podobał jej się. Co innego nawet jej przez myśl nie przeszło.