Pochyliła głowę, lejce zebrała krótko w ręku, śmignęła biczem nad rwącymi się i bez tego końmi.

Zapomniała, gdzie jest i co robi, czuła tylko pęd i widziała przed sobą dwa wyciągnięte grzbiety końskie i dwie fale grzyw na przygiętych karkach. Błysnęły jej w pamięci lata dziewczęce, szeroki ukraiński step i jazdy po nim szalone...

Hiszpan siedział w powozie zupełnie bezradny i nie wiedział, co ma zrobić właściwie.


Mijając ostatnią stację kolejową przed Monte Carlo, pani Zośka zorientowała się jednak, że tak nie może wpaść do miasta — z młodym Hiszpanem w powozie.

Zatrzymała tedy konie przed dworcem i wysiadła.

— Dziękuję panu za przejażdżkę — rzekła, podając mu swobodnie rękę. — Siądę na pociąg.49 Czy pan umie powozić?

Konie robiły ciężko bokami, całe pianą pokryte.

Hiszpan zawahał się.

— Może jednak...