Profesor skinął głową w milczeniu.
— A widzisz. Przecie to człowiek stracony. Wrócił po dziesięciu latach z Azji, jak osioł złotem obładowany i co mu z tego. Chciał się niby wyzwolić, a wybudował teatr ostatecznie dla księżnej Helenki, topi pieniądze i robi właściwie wszystko, co ona mu podyktuje...
— Tak, ale cóż to ma do rzeczy?
— Tak, nic. Chciałem tylko powiedzieć, że nie każdemu się tak uda jak tobie. W żonie masz nie tylko kobietę, ale towarzysza, przyjaciela, duszę bratnią, która z tobą czuje i myśli.
— Ależ mój drogi, mówiłeś przecież przed chwilą, że wszystkie te idealności...
Krasołucki posmutniał.
— Ech, tak to się mówi. Przyznam ci się, że to... kwaśne winogrona tak mnie rozkwasiły... Starzeję się, a nie mam domu. Naprawdę uchodzicie oboje powszechnie za rzadki przykład szczęśliwego małżeństwa...
Urwał, a potem spytał niespodziewanie:
— Co robisz dzisiaj wieczorem?
— Wszakże wieczór już jest! — zaśmiał się Butrym.