— Nie znać tego.
Oparła się brodą na wspartych o stół rękach.
— Czasem mi się zdaje, że mam chyba tysiąc lat. Nie umiem się wcale cieszyć. A tak bym chciała, tak strasznie bym chciała! I żeby mnie to chociaż kto pożałował.
Uśmiechnął się.
— Pani Zośko, jeśli o to chodzi, to ja panią żałuję bardzo serdecznie. Ale właściwie to pani ma dużo szczęścia w życiu.
— Ciekawam, jakie?
— Ma pani dziecko, które pani kocha...
Wzruszyła ramionami.
— Tak, Jacusia kocham bardzo, to taki jasny cudowny dzieciak, ale gdyby go nie było, toby się obeszło.
— Gdyby umarł?