Ach, tak! Tak... więc trzeba było oszaleć jak Turski dla księżnej Heleny, jak tylu innych, tracących i siebie, tracących swą wartość i moc, aby strzępy życia bezużyteczne uwielbianej kobiecie złożyć u nóg. Aby triumf miała. Tylko po to, aby miała ten triumf w duszy: Taki był, a ja to potrafiłam z niego zrobić! Zupełnie jak dziecko dumne, że odporną i na pozór niezniszczalną zabawkę jednak zepsuć i rozłupać zdołało!

Spostrzegł, że myśli jego idą w fałszywym kierunku.

— Rozumuję za siebie — szepnął. — Powinienem w tym wypadku z jej stanowiska rozumować, a raczej czuć!

Była naprawdę młoda i piękna, i warta kochania. Tęsknota za życiem trzepotała się w niej jak ptak, który chce z klatki na świat boży wylecieć. A on ptaka brał w dłoń i pragnął uspokoić, i mówił mu różne mądre rzeczy, i był dobry dla niego, gdy ptak chciał tylko lecieć!

Ha, ha, ha!

„Tyś mnie właściwie nigdy nie kochał...”

— Zośka! — Jęknęło mu coś w piersi — Zośka, Bóg świadkiem, że cię kochałem i kocham teraz z każdym dniem więcej.

„A tak! Teraz!...”

Żachnął się niecierpliwie.

— Więc o co, o co chodzi nareszcie? — mówił sam w sobie.