Przecież chciałem, żebyś myślała razem ze mną, razem ze mną czuła... Wytężałem wszystkie siły...

Zdało mu się, że głos jej słyszy:

„Tak, ale ty nie myślałeś, nie czułeś wraz ze mną”.

Zaśmiał się nieco wymuszonym, wzgardliwym śmiechem.

A to doskonale! Nie myślał z nią, nie czuł. I cóż on mógł z nią myśleć, będąc w swych myślach tak nieskończenie od niej wyżej? Co z nią miał czuć, jeśli nie to, aby stworzyli razem rodzinę, aby szli przez życie ręka w rękę we wzajemnym zaufaniu, w głębokiej, cichej i pewnej miłości?...

A tymczasem gdzież było to zaufanie? Po kilku miesiącach już spostrzegł, że ona pokrywa się z wolna jakąś nieprzenikliwą dla niego łuską, że dusza w niej obrasta niby w perłę gładką i nieprzezroczystą i zapada przed nim coraz bardziej w głąb...

Zajęło go zrobione przypadkowo porównanie. Tak, w perłę, w której wnętrzu jest może tylko ziarnko piasku... Całą pięknością tego tworu jest jego pokrywa nieprzenikniona i lśniąca!

Tak mówił, tak wmawiał w siebie, ale w duszy czuł ból.

Powoli, powoli, nie wiadomo nawet, jak i kiedy zaczęły się lata walki zajadłej i nieubłaganej, która z jego strony była walką o szczęście.

A z jej strony?