— Najlepiej dojdźmy do tramwaju. Wsiądziemy w dziewiątkę i dojedziemy prosto na osiedle.

— A wiesz, gdzie przystanek?

— Zaraz się zapytamy — Agnieszka dygnęła przed jakimś człowiekiem, niosącym na ramieniu choinkę. — Przepraszam pana, gdzie jest przystanek dziewiątki?

— Za rogiem na prawo — odrzekł mężczyzna i wskazał za siebie wolną ręką.

Puścili się biegiem w stronę przecznicy i rzeczywiście mieli szczęście, bo dobiegli do przystanku w momencie, gdy tramwaj zgrzytając hamulcami zatrzymywał się właśnie na nim.

Wskoczyli do środka, zadowoleni z siebie. Tramwaj był prawie pusty, więc siedli przy samych drzwiach i rozglądali się za swoim przystankiem.

— Jejku! — powiedział Antek niespokojnie. — Wszyscy już poszli do domów robić sobie święta.

— Nie wygłupiaj się! — odparła Agnieszka. — Dopiero czterdzieści minut, jak wyszliśmy z domu. Właśnie patrzyłam na zegarek!

— Popa, jaki tu fajny neon!

— Popatrz, chciałeś chyba powiedzieć. Nie ma takiego słowa „popa”.