Tramwaj był już teraz całkiem pusty, siedzieli w nim tylko we dwoje.
— Musimy wracać z powrotem! Masz jeszcze wolne bilety?
— Mam! — klepnęła się po kieszeni Agnieszka. — Teraz już poprosimy tego motorniczego, żeby nam powiedział, gdzie trzeba wysiąść. To już koniec miasta, jakieś przedmieście, prawie wieś. Nigdy tu nie byłam.
— Albo wiesz co, może my pojechaliśmy w przeciwną stronę? — zastanawiał się Antek.
— Tak czy owak, jedziemy z powrotem. Dziewiątka musi nas dowieźć do domu. Tylko że ten motorniczy gdzieś zginął.
— Poszedł na pewno zrobić siusiu, bo kiedyś przecież musi! O, popatrz, już wraca!
Rzeczywiście, motorniczy wyłonił się zza drzewek i podchodził do wagonu, otrzepując buty ze śniegu.
— A pasażerowie tak w te i nazad będą jeździć? — zdziwił się, ujrzawszy Agnieszkę i Antka siedzących w środku.
— No! Proszę pana, bo my przejechaliśmy swój przystanek i musimy teraz z powrotem! Ale niech pan nam powie, kiedy trzeba będzie wysiąść przy Polnej!
— Przy Polnej? Da się zrobić — powiedział motorniczy. Zajął swoje miejsce, pomrugał kilka razy światłami i tramwaj ruszył, pojękując i zgrzytając, jak to zwykle tramwaj.