— Tak samo? To nie może być! Przecież świeczkę się rozpuszcza w rondelku i potem się wylewa do zimnej wody na misce. Z tego się robi taki świecowy kleks. Ten kleks to jest właśnie wróżba, prawda? — upewniał się Antek.
— Kleks to tylko początek. Reszta zależy od wróżbodawcy i od wróżbobiorcy. Ale przekonasz się sam. Musisz wybrać sobie numer strony, jaki chcesz, a na tej stronie numer linijki, od której mam zacząć czytanie. Ja otworzę książkę w tym miejscu i przeczytam na głos. A potem zastanowimy się, co ta wróżba oznacza, jaki może być jej sens...
— No dobra, to zaczynamy! — zawołał Antek. — Ja mogę być pierwszy. A ile ta książka ma stron?
— Czterysta siedemdziesiąt.
— To ja wybieram ze strony dwieście piętnastej... linijkę ósmą!
— Już... szukam — powiedziała babcia i zaczęła przewracać kartki. — Mam!
I przeczytała:
„Pójdę wyżej, pójdę dalej,
Bo się jasne słońce pali”.
— O raju! — zmartwił się Antek. — To na pewno znaczy, że tato znowu nas będzie włóczyć ze sobą po górach w czasie wakacji. A w dodatku w okropnej spiekocie, warze i skwarze. A już myślałem, że wyciągniemy w tym roku rodzicieli na jakieś chłodne wody. Że będę sobie leżeć na łódce i patrzeć w chmurki. Zauważyłem, że to bardzo dobrze robi na myślenie... A tu trzeba będzie włazić na wierchy i przełęczki! Ojojoj!