Pan Ptasznik zaśmiał się.
— Na pewno woła bez przerwy „Mądra Marysia!”. Bo ona po prostu cierpi na chroniczny głód pochwał. Jeśli nikt jej nie chwali, sama zaczyna się wychwalać. Ale ja ci tu opowiadam dyrdymałki... zamiast bardzo, bardzo wam podziękować, żeście zechcieli przyjść i dopomóc mi...
— Ale właśnie jeszcze myśmy nic nie zrobili... Bo nie wiemy...
— No a ja też dlatego dzwonię, żeby wam wytłumaczyć, co i jak. Pokarm dla zwierząt znajdziecie w szafie i w lodówce na zapleczu. Na opakowaniach są napisy. Teraz posłuchaj... Zapamiętasz wszystko, co i jak?
— Postaram się...
— Dobrze, za jakąś godzinę zadzwonię do was, to wtedy będziesz mogła zapytać, jeśli czegoś zapomnisz...
Po wysłuchaniu wszystkich instrukcji i pouczeń Agnieszka odłożyła słuchawkę. Teraz można już było zabrać się do roboty.
— Ja będę karmił ryby, dobrze? — spytał Antek. — Tylko powiedz mi, czym.
— Trzeba im nasypać po trochu tego żółtego pokarmu i tego różowego. — Agnieszka gospodarowała w szafie, wystawiając słoiki, torebki i puszki. — Tu masz specjalne łyżeczki, żebyś wiedział, po ile.
Sama zabrała się do karmienia ptaków i zmieniania im wody w miseczkach.