I nie wiadomo, jak to się stało, że tutaj właśnie tej i obwiniętej w chustkę gosposi opowiedzieli o wszystkich swych przygodach dotychczasowych. O wędrowaniu po mieście, wizycie u babci, papudze i o tym, że właściwie nie mają pojęcia, co się z nimi dzieje? Może to kosmici? A może wpadli w jakąś bajkę?

Gosposia słuchała ich, cała zasłuchana.

— Patrzcie, patrzcie! Widzicie, widzicie! — szeptała, podparłszy pięściami brodę jak mała dziewczynka.

— Na pewno to was Błędnice wodzą, do domu dostępu nie dają! Możeście im co zabrali? Możeście im drogę przeszli?

— A bo ja wiem? — wzruszyła ramionami Agnieszka.

— Straszno wam pewnie i ponuro? — dopytywała dalej gosposia.

— Nie! — powiedział Antek. — Jakbym był sam, tobym na pewno miał stracha. Siadłbym i ryczał. Ale z nią to nie.

— Prawda — dodała Agnieszka. — Razem to nam niestraszno. A nawet ciekawie... Tylko że co tam w domu...

— O rodziców, o dom nie trapcie się, bo dla tych, co je Błędnice wodzą, czas zwykły się zamyka, zegary stają. To tak jakby w las się zagłębił, wielkie koło zatoczył i w to samo miejsce na drogę wyszedł!

— Czas się zamyka? Zatrzymuje? Przecież to jest niemożliwe!