— Teraz to nas dopiero wywiodło w szczere pole! — zawołał Antek bezradnie. — Skąd on wytrzasnął tę Błędnicę? Albo ten kierowca coś wiedział i też był zaczarowany... Zaczarowany kierowca! Zaczarowana Agnieszka! Zaczarowany ja! — wrzasnął nagle, złapał garść śniegu i cisnął nim w siostrę. Ale śnieg rozsypał się po drodze, bo był zbyt zamarznięty, nie kleił się.

— Nie, poczekaj — uspokoiła go Aga. — Myśmy przecież wczoraj wsiedli do tej nyski, która jechała tyłem...

— Bo pani gosposia nam powiedziała, że musimy iść tyłem, żeby te Błędnice nas wypuściły!

— I ty mu tłumaczyłeś, że musimy jechać tyłem, bo nas wodzą Błędnice.

— A on na pewno źle usłyszał i pomyślał, że my chcemy jechać do tej wsi, do Błędnicy!

— Potem zajechaliśmy do tego warsztatu i pomagaliśmy jeszcze wpychać samochód do środka! Potem myśmy już chcieli iść dalej, a on nam powiedział, że nie warto, bo już się ściemnia.

— Powiedział, żebyśmy się zdrzemnęli, w tym drugim samochodzie, a on już dla nas wymyśli jakąś radę.

— Więc wiesz, co ja myślę? Że albo on naprawdę musiał się przesłyszeć i pomyślał, że my chcemy jechać do tej Błędnicy...

— Albo coś wiedział! I rzeczywiście według tego „programu”, mieliśmy się tutaj znaleźć!

— No, to co robimy? Czekamy tu na szosie, aż coś będzie przejeżdżało z powrotem?