— Żelazko jest, Joaśka?

— Na oknie — odparła młoda.

— Nożyczki?

— W szufladzie.

— Włącz żelazko! — rozkazała Agnieszce. — Nożyczki i te tasiemki zalej wodą w jakimś rondelku, potem mi przynieś!

Stół przesuń pod lampę!

Ceratę ściągnij i tu podaj!

Wyciągnęła z szafy dwie męskie koszule, czyste, świeże i poskładane.

— Zrzuć swetry! Nałóż to! — Sama także zrzuciła bluzkę i naciągnęła na siebie białą koszulę. — Zaraz tu urządzimy izbę porodową! — Gadała bez przerwy, podścielając na łóżku ceratę i czyste prześcieradło.

Agnieszka wykonywała wszystkie jej polecenia, zerkając co chwila na młodą kobietę, która siedziała teraz na brzegu łóżka, to oddychając głośno i głęboko, to wstrzymując jakby oddech i marszczyła co jakiś czas czoło w bolesnym grymasie.