— Czy to boli? — odważyła się wreszcie spytać, gdy gruba kobieta wybiegła po coś do kuchni.

— Można się nauczyć, żeby tylko niedużo bolało... Ja to umiem, bo byłam w szpitalu na takim kursie, jak mi się miał Janek urodzić — wskazała ręką na kuchenne drzwi, za którymi siedział Antoś z jej małym synkiem. Znowu umilkła i przymknęła oczy, a po chwili dodała: — A ty się nic nie bój, to nic strasznego... To ciężka praca po prostu. Póki byłam sama, bałam się, że jak nikt mi nie pomoże, to coś się dziecku stanie... Ale zaraz się uspokoiłam, jak tylko Stasińska przyszła... Ona jest położną, w ośrodku na Borkach pracuje...

— Ejże, dziewczynino! Na co żelazko czeka? — ponagliła Agę wchodząca właśnie położna. — Prasuj mi to, com wyjęła, te prześcieradła i pieluszki! Trzeba na nich bakterie wybić! Zwijaj się, nie stój, bo czasu nie ma!

Aga rzuciła się prasować, a kobieta tymczasem podniosła do góry trzymaną w ręku flaszkę.

— Joaśka! Spirytus to czy lipa?

— Prawdziwy...

— No, to nasze szczęście! — wybiegła znowu do kuchni, wróciła z dzbankiem wody i z miską, podeszła do młodej i pomogła jej zdejmować ubranie.

Agnieszka odwróciła się wstydliwie na widok tej nagości. Ale położna przywołała ją zaraz.

— Czego się odwracasz, a coś ty to, nie dziewczyna? Chodź tutaj, pomożesz mi przy myciu! Trzeba z dzbanka wodą polewać!

Myła kobietę długo i starannie, a potem ułożyła na przygotowanym już łóżku.