I zaraz przyłożyła ucho do jej brzucha, nasłuchiwała i mamrotała coś do siebie, jakby rozmawiając z ukrytym w środku, niewidzialnym dzieckiem.
— Zabieraj tę miskę! — ponaglała teraz Agnieszkę. — Przynieś mi wodę świeżą!
Szorowała ręce mocno i dokładnie, wciąż żądając więcej wody.
— Spirytusem polej teraz! — zarządziła. Rozcapierzyła potem czyste dłonie w powietrzu, żeby nimi niczego nie dotknąć.
— Sama ręce wyszoruj! Prasuj dalej! To, coś wyprasowała, podsuń mi tu, na stołku!
Głos jej teraz stał się prędki i szorstki, skupiony.
Młoda kobieta stęknęła, uchwyciła rękami brzegi łóżka.
Na twarzy jej odmalował się ogromny wysiłek, tak jakby wtaczała pod górę wielki i ciężki kamień.
— Dobrze! — pochwaliła ją położna. — Dobrze się starasz!
Znowu mijały chwile, aż nagle położna krzyknęła: