Coś wyśliznęło się jej spomiędzy palców i stuknęło o podłogę.
— Patrz, co było w paprotce! Rodzinny skarb! — krzyknął Antek. — Kluczyk od nie wiadomo czego!
— Oj, teraz mi nie przeszkadzaj! Dosypuj ziemię!
Antek wsunął kluczyk do kieszeni i zajął się osadzaniem paprotki w nowej doniczce.
Udało się to nad podziw dobrze. Wkrótce już paprotka stała na swej półeczce, jak gdyby nigdy nic. Podłoga była wyfroterowana do połysku.
Agnieszka pobiegła do kuchni i zajrzała do kapusty z grzybami, która perkotała z wolna na azbestowej płytce.
— Dobra jest, jeszcze się nie zdążyła przypalić. No, to właściwie wszystko zrobione! Nasi rodziciele mogą już sobie wracać.
Siedli na tapczanie i oglądali mieszkanie krytycznym wzrokiem.
— A jak tam u ciebie za szafą? — spytała Agnieszka.
— Wszystko poukładałem! Tylko jedna kartka leży na wierzchu i dwa pisaki. To właśnie mój spis, który robiłem.