— No, poszliście przecież po migdały i tyle... A gdzie dokładnie, to już nie mam pojęcia... A macie te migdały, mówiąc nawiasem? Przydałoby się je jeszcze sparzyć i obrać!

Agnieszka bez słowa sięgnęła do kurtki i podała mamie migdały.

— Bo przecież... — zaczął Antek, ale zamilkł, napotkawszy wymowne spojrzenie siostry.

— Czy wyście czasem nie dostali przedświątecznej gorączki? Wyglądacie, jakbyście właśnie wrócili z zaświatów! — zakpił sobie tata.

— No, już im nie dokuczaj. Dzieci zawsze są podniecone przed świętami. Zapomniałeś już, jak ty kiedyś czekałeś na gwiazdkę? Do mycia, dzieci, do mycia. Tobie, Antosiu, przyszykowałam ubranie u Agi w pokoju, a do dużego na razie nie wchodźcie.

— Słuchaj, rozumiesz coś z tego? — szarpał Antek siostrę za rękę.

— Ja nie rozumiem, ale oni na pewno tym bardziej nic nie pojmą. Dlatego lepiej nawet nie zaczynać im tłumaczyć. Po prostu jesteśmy i tyle. Święta-prezenta i nic się nie zdarzyło. Myj się pierwszy.

— Ty pierwsza.

— Właśnie, że ty.

— Bo ty się guzdrzesz.