— Nie, skądże! — powiedziała mama. — Ciągle nie mogę się do niej zabrać.
— Ale przecież widzę, że jest inna doniczka — upierała się ciocia Marychna. — Była taka z ciemnym szlaczkiem, a teraz jest gładka.
— Bo myśmy ją właśnie z Antkiem przesadzili — przyznała się Agnieszka.
— A co wam strzeliło do głowy?
— W ramach przedświątecznych porządków, byliśmy zmuszeni — powiedział dyplomatycznie Antek. — Bo...
— Spadła! — krzyknęła ciocia, zrywając się z krzesła.
— No.
— Właśnie dzisiaj?
— No.
— Nie denerwuj się, Marysiu, przecież widzisz, że nic się nie stało! Dali sobie radę, paprotka rośnie w najlepsze, jak dawniej.