Może radośnie i żwawo, prowadząc serca wybraną,
Może głucho i smutnie, sam jeden się wlokąc do domu».
Rzekł, i lejce powierzył opiece zacnego plebana,
Który zręcznie je ujął i usiadł na miejscu woźnicy.
Lecz aptekarz się wahał i jakoś lękliwie spoglądał.
«Chętnie — rzekł — wam powierzam staranie o duszy i sercu,
Ale ciało i kości — nie sądzę, by były bezpieczne
Tam, gdzie ręka duchowna prowadzi wodze światowe».
Na to odparł z uśmiechem ksiądz pleban:
«Siadajcie bez trwogi,