Bo i tutaj zobaczył wyniosłą postać dziewczyny.
Silnie wpatrzył się w nią: nie była to żadna ułuda,
Lecz Dorota w istocie. Kroczyła, niosąc dwa dzbany,
I zmierzała do zdroju. Więc młodzian zastąpił jej drogę,
Ośmieliwszy się wnet i tak do zdziwionej przemówił:
«Znów was tedy spotykam, panienko, gdy ludziom strapionym
Pomoc nieść pośpieszacie. Lecz czemuż wy jedna po wodę
Aż do zdroju idziecie, gdy inne ją czerpią ze studzien?
Prawda, że przewyborna, i pewno niesiecie ją chorej».
Mile witała młodzieńca dziewczyna i rzekła uprzejmie: