I w objęcia mu trafem rzuciły oblubienicę:
Dopomóżcie i nadal, by złączyć parę nadobną,
Rozegnajcie te chmury, co zwisły nad jej głowami!
Lecz przede wszystkim powiedzcie, co teraz w domu się dzieje.
Niecierpliwie wchodziła już po raz trzeci do mężczyzn
Matka, srodze stroskana, bolejąc, że burza nadciąga,
To znów ganiąc przyjaciół, że przyszli, nie oświadczywszy
Syna owej dziewczynie. Aż cierpko ozwał się ojciec:
«Przestań zrzędzić! Toć widzisz, że sami jesteśmy w kłopocie».
Na to sąsiad aptekarz po chwili wyrzekł te słowa: