«W takich razach niepewnych z wdzięcznością zawsze wspominam

Nieboszczyka rodzica, co jako chłopca mnie jeszcze

Cierpliwości nauczył, że dziś i śladu gorączki

Nie zostało już we mnie, że umiem czekać, gdy trzeba.

Kiedym razu pewnego w niedzielę stanął przy oknie,

Wyglądając powozu, co nas miał zawieźć pod lipy

Do krynicy — gdym biegał po izbie tam i na powrót,

Tupiąc niesfornie nogami, już już rozpłakać się gotów,

Ojciec wziął mnie spokojnie za rękę i rzekł dobrotliwie:

Spojrzyj tam naprzeciwko; czy widzisz warsztat stolarza?