Boć to chłopiec jak dębczak, i łatwo pokochać go można».
Na to dziewczyna, dotknięta drwiącymi na pozór wyrazy,
Żywym spłonęła rumieńcem, lecz jeszcze gniew wstrzymywała,
Gdy, nie kryjąc boleści, po chwili rzekła do starca:
«Syn wasz na takie mnie żarty zaprawdę nie przygotował,
Kiedy obraz mi kreślił rodzica. Wiem, że umiecie
Mądrze z każdym wychodzić i wedle zasługi go cenić;
Ale litości, jak widać, nic macie nad biedną sierotą,
Która ten próg przestępując, pragnęła wiernie wam służyć,
Skoro z gorzkim szyderstwem zwracacie uwagę na przedział,