Wybuchł straszny ów pożar, co miasto obrócił w perzynę.

Ludzie święto spędzali po wsiach, po karczmach i młynach,

Gdy krzyknięto na trwogę. Płomienie się szybko szerzyły,

Chłonąc w prawo i w lewo to domy, to spichrze ze zbożem,

Bo nie było tam komu ratować, i wody zabrakło.

Zgorzał rynek, a z nim domostwo naszych rodziców,

Z cała prawie chudobą32. Jam z płaczem noc przesiedziała.

Strzegąc skrzyń ocalonych, i gratów, i wiązek z pościelą.

W końcu zmorzył mnie sen, a gdy o chłodzie porannym

Wschód mnie słońca rozbudził, ujrzałam dym i pożogę,