I tak chwilę na siebie patrzyliśmy smutnie i łzawo,

Bo runęła przegroda dzieląca nasze podwórza.

Potem ty mnie ująłeś za rękę, mówiąc: Elżbieto34,

Co tu robisz? Odejdźmy, bo gruz podeszwy ci spali.

I chwyciłeś mnie w pół i niosłeś przez swoje podwórze,

Aż do bramy sklepionej, co jedna, nietknięta pożarem.

Stała tak jak dziś stoi, i mimo wzdragania się mego,

W czoło-ś mnie pocałował i rzekłeś te słowa znaczące:

Patrz, mój dom jest zniszczony. Dopomóż mi go odbudować,

A ja za to nawzajem i twemu ojcu pomogę. —