Co szerokim rozłogiem ciągnęło się grzbietem pagórka.
Jeszcze dotąd kroczyła po własnym gruncie, i rada60
Spoglądała na rolę i bujnie kłoniące się fale
Złotych kłosów, co plon obfity żeńcom wróżyły;
I tak idąc ścieżynką po miedzy, miała na oku
Wielką gruszę na wzgórzu, granicę ich posiadłości.
Kto ją zasadził, na pewno nie wiedział nikt, lecz ją z dala
Widać było, i drzewo słynęło z wybornych owoców.
Pod nim zwykle żniwiarze w południe na obiad siadali
I pastuchy szukały pod cieniem jego ochłody,