Możny kupiec, właściciel nowego domu na rynku. —

Więc zaludniły się wkrótce ulice miasteczka, bo sporo

Rękodzielni w nim było i różnych rzemiosł moc wielka.

I tak para małżonków gwarzyła przed bramą zajazdu,

Nad tłumami przechodniów niejedną czyniąc uwagę.

Aż nareszcie czcigodna niewiasta poczęła w te słowa:

«Patrz, tam idzie ksiądz pleban, a z nim nasz sąsiad, aptekarz;

Oni wszystko widzieli i chętnie nam to opowiedzą».

I przyjaźnie podeszli przybysze, witając małżeństwo,

I zasiedli strudzeni przed bramą na ławach drewnianych,