Potrafili poważnie kierować moimi krokami.
Więc znosiłem cierpliwie od współtowarzyszów igraszek
Figle, żarty i psoty, a nawet podstępną złośliwość,
Nigdy się na nich nie mściłem za ciosy swawolne i plagi66;
Ale niech no się który poważył ojca wyszydzić,
Gdy w niedzielę z kościoła wychodził krokiem mierzonym,
Niech no wyśmiał wstążeczkę u czapki, lub szlafrok indyjski,
Co tak pięknie go stroił, a dziś darowany ubogim:
Wtedy w gniewie straszliwym ściskałem pięści i wściekle
Napadałem szyderców, i biłem kułakiem na oślep,