I dokoła chałupy, w zielonym wieńcu ogrodów —
Stanąć tam postanowił, wstrzymując rączy bieg koni.
Ocienione poważnie gałęźmi lip rozłożystych,
Co wyniośle od wieków szczytami się pięły ku niebu,
Było błonie obszerne, pokryte miękka murawą.
Miejsce zabawy dla mieszczan i wsi pobliskich mieszkańców.
Tu w parowie79 wytryskał obfity zdrój80 pod drzewami;
Schodki wiodły do niego, a wkoło ławki wygodne
Stały, wkrąg otaczając kamienne łożysko krynicy.
Otóż w miejscu tym Herman przystanął i rzekł do przyjaciół: