— To jest właśnie jej delikatny, milczący, na wpół milczący, na wpół napomykający sposób, który sprawia, że jest się pewnym swych pragnień, a przecież nie można się całkiem pozbyć wątpliwości. Taka była względem mnie dotychczas, ale twoja obecność, ojcze, dokonała cudu. Wyznaję, żem pozostał, aby ją widzieć jeszcze chwilę. Zastałem ją przechadzającą się po oświetlonych pokojach, boć wiem, że to jej zwyczaj, iż gdy towarzystwo się oddali, żadna świeca nie może być zgaszona. Przechadza się sama po swych salach zaczarowanych, kiedy odprawiła duchy, które urokiem swym wkoło siebie zebrała. Przyjęła wymówkę, pod osłoną której wróciłem. Mówiła powabnie, ale o rzeczach obojętnych. Otwartymi drzwiami przechadzaliśmy się przez cały rząd pokojów, tam i z powrotem. Kilkakrotnie już dotarliśmy do końca, do małego gabinetu, oświetlonego jedynie lampką przyćmioną. Jeżeli była piękna, kiedy się poruszała pod świecznikami wieloramiennymi, to była nią nieskończenie więcej, gdy ją łagodny blask lampy oświetlał. Znowu tam dotarliśmy i przy nawrocie zatrzymaliśmy się chwilę. Nie wiem, co mnie przywiodło do zuchwalstwa, nie wiem, jak się mogłem odważyć, by podczas najbardziej obojętnej rozmowy pochwycić nagle jej dłoń, ucałować tę delikatną rączkę, przycisnąć ją do swego serca. Nie odebrano mi jej. „Niebiańska istoto — zawołałem — nie skrywaj się już dłużej przede mną! Jeżeli w tym pięknym sercu mieści się skłonność dla szczęśliwca, który stoi przed tobą, to jej nie osłaniaj. Objaw, wyznaj ją! To najpiękniejsza, najstosowniejsza pora! Wypędź mnie albo weź mnie w swoje objęcia!”. Nie wiem, co dalej mówiłem, nie wiem, jak się zachowywałem. Nie oddalała się, nie opierała się, nie odpowiadała. Odważyłem się chwycić ją w swoje objęcia, zapytać ją, czy chce być moja. Całowałem ją niepohamowanie, ona mnie odepchnęła. „Ależ tak, tak!” — czy coś podobnego powiedziała półgłosem, jakby w zmieszaniu. Odszedłem, wołając: „Przyślę tu ojca, on za mnie mówić będzie!”. „Ani słowa z nim o tym!”, odpowiedziała, idąc za mną kilka kroków. „Oddal się pan, zapomnij, co się stało!”.

Co major myślał, nie chcemy roztrząsać. Ale rzekł do syna:

— I cóż zamierzasz robić dalej? Rzecz, zdaje mi się, dosyć dobrze została zaimprowizowana, ażebyśmy mogli wziąć się do dzieła trochę formalniej. Może by najstosowniej było, gdybym się jutro tam zgłosił i ciebie swatał.

— Na miłość Boga, mój ojcze! — zawołał syn. — To by znaczyło popsuć rzecz całą. Owo zachowanie się, ów ton nie chce mieć przeszkody, nie chce być zagłuszony przez żadną formalność. Wystarczy, mój ojcze, gdy obecność twoja przyśpieszy to połączenie, choć ani słowa nie wypowiesz. Tak, tobie to, ojcze, winienem szczęście moje! Szacunek mojej ukochanej dla ciebie zwyciężył wszelką wątpliwość i nigdy by syn nie był znalazł tak szczęśliwej chwili, gdyby jej ojciec nie przygotował.

Takie i tym podobne rozprawy zabawiały ich późno w noc. Umawiali się wzajemnie co do swych planów. Major chciał dla formy jedynie złożyć pięknej wdówce wizytę pożegnalną, a potem przysposobić się do związku swego z Hilarią. Syn miał swój związek popierać i przyśpieszać, jak tylko będzie można.

Rozdział czwarty

Pięknej wdówce złożył nasz major rankiem odwiedziny, chcąc się pożegnać i, jeśliby to było możliwe, poprzeć stosownie zamiar swego syna. Zastał ją w wielce zdobnym stroju porannym, w towarzystwie starszej damy, która niezmierną grzecznością i uprzejmością rychło go sobie zjednała. Wdzięk młodszej i miła powaga starszej wprowadzały tę parę w najbardziej pożądaną równowagę, a wzajemne ich zachowanie się zdawało się przemawiać zgoła za tym, że do siebie całkowicie pasowały.

Młodsza ukończyła dopiero co pracowicie wykonany, a od wczoraj znany nam już, pugilares. Po zwykłych słowach powitania i uprzejmych zdaniach o przybyciu pożądanego gościa zwróciła się do przyjaciółki, podała jej kunsztowną robótkę i, jakby nawiązując przerwaną rozmowę, rzekła:

— Widzisz więc, żem doszła do końca, chociaż się to wydawało nieprawdopodobne z powodu niejednej zwłoki i odkładania.

— W sam raz przychodzisz, panie majorze — rzekła starsza — by spór nasz rozstrzygnąć albo też przynajmniej oświadczyć się za jedną czy drugą stroną. Ja utrzymuję, że się nie rozpoczyna tak rozleglej roboty, nie myśląc o osobie, której się ją przeznacza. Nie kończy się jej, nie mając czegoś podobnego na myśli. Obejrzyj pan sam to dzieło sztuki, słusznie bowiem tak je nazywam, i powiedz, czy rzecz taka może być podjęta zupełnie bez żadnego celu.