Nasz major musiał wyrazić całkowite dla robótki uznanie. Częścią pleciona, częścią haftowana budziła wraz z podziwem pragnienie dowiedzenia się, jak jest zrobiona. Różnobarwny jedwab przeważał, ale nie odrzucono i złota — dość, że trudno było wiedzieć, co więcej podziwiać: przepych czy smak.

— Ale trzeba jeszcze przy niej zrobić to i owo — rzekła piękna wdowa, rozplątując fontaź116 wstęgi opasującej pugilares i zajmując się wnętrzem. — Nie myślę się spierać — mówiła dalej — lecz opowiem, jakiego doznaję uczucia przy takim zajęciu. Jako młode panny przyzwyczajają nas do przebierania palcami i do bujania myślami. I to, i tamto nam pozostaje, gdy się z wolna uczymy wykonywać roboty trudniejsze i ozdobniejsze. I nie przeczę, że do każdej pracy tego rodzaju przywiązywałam zawsze jakieś myśli o osobach, o położeniach, o radości i smutku. I tak rzecz rozpoczęta stawała się miła dla mnie, a skończona, winnam to powiedzieć, droga. Choćby to była drobnostka, musiałam ją cenić. Najlżejsza robota zyskiwała jakąś wartość, a najtrudniejsza nawet przez to tylko, że wspomnienie przy niej było bogatsze i pełniejsze. Przyjaciołom i kochającym osobom, czcigodnym i wysoko postawionym mogłam tedy, zdaniem moim, rzeczy takie zawsze ofiarować. Uznawały to one i wiedziały, że im daję coś z mego najgłębszego wnętrza, co połączone ze sobą różnorodnie i w sposób nieokreślony, w końcu przecież zmienione w dar miły, przyjmowane było zawsze życzliwie jak przyjazne pozdrowienie.

Na tak urocze wyznanie niemożliwa prawie była odpowiedź, a przecież przyjaciółka potrafiła coś temu zarzucić w słowach uprzejmych. Major, od dawna przyzwyczajony do cenienia powabnej mądrości pisarzy i poetów rzymskich, do wpajania w pamięć ich świetnych wyrażeń, przypomniał sobie wprawdzie kilka wierszy doskonale tu zastosować się dających, ale, nie chcąc się okazać pedantem117, wstrzymał się od ich wypowiedzenia, a nawet od wzmianki o nich. Spróbował tylko, żeby się nie okazać niemym i pozbawionym dowcipu, prozaicznej na poczekaniu parafrazy, która jakoś nie bardzo się powiodła, przez co rozmowa o mało się nie urwała.

Starsza dama pochwyciła z tego powodu książkę, odłożoną po wejściu przyjaciela. Był to zbiór poezji, zajmujący właśnie uwagę przyjaciółek. Dało to pochop do mówienia o poezji w ogóle, ale rozmowa niedługo utrzymała się w ogólnikach, gdyż niebawem wyznały panie poufnie, że powiadomione były o talencie poetyckim majora. Syn, który sam nie skrywał swoich roszczeń do zaszczytnej nazwy poety, mówił im już o wierszach swego ojca i coś niecoś nawet deklamował. W gruncie rzeczy dlatego, ażeby się pochlubić pochodzeniem poetyckim i — zwyczajem młodzieży — móc się skromniuchno przedstawić jako młodzieniec postępujący naprzód, wzmagający uzdolnienia ojca. Major wszakże, który próbował zrobić odwrót, ponieważ chciał jedynie uchodzić za literata-amatora, starał się, nie mając żadnego wyjścia, wymknąć się przynajmniej, twierdząc, że rodzaj poezji, w której się właściwie ćwiczył, jest podrzędny, a nawet za nieprawdziwy poczytany być winien. Nie mógł atoli zaprzeczyć, że próbował sił swoich w tym, co nazywają poezją opisową i w pewnym znaczenia nauczającą.

Damy, a zwłaszcza młodsza, ujęły się za tym rodzajem poezji.

— Jeśli się chce — rzekła wdowa — żyć rozumnie i spokojnie, co przecież ostatecznie jest życzeniem i celem każdego człowieka, cóż nam po owym namiętnym wzruszeniu, które nas mimowolnie drażni, nic nie dając, które nas niepokoi, pozostawiając nas w końcu znowu samym sobie. Nieskończenie przyjemniejsza dla mnie, ponieważ nie lubię się obchodzić bez poezji, jest taka, co mnie przenosi do wesołych okolic, gdzie niby do siebie przychodzę, co mi uprzytomnia zasadniczą wartość prostoty wiejskiej, co mnie przez gęsty gaik do lasu, niepostrzeżenie, na wyżynę dla zobaczenia jeziora prowadzi, gdy naprzeciwko najprzód uprawne wzgórza, potem lasem pokryte góry się wznoszą, a na zakończenie błękitne szczyty zamykają zaspokajające malowidło. Jeżeli mi to podają w ładnych rytmach i rymach, to ja na swej sofie wdzięczna jestem poecie, iż przed wyobraźnią moją rozwinął obraz, przy którym mogę się radować spokojniej, niż gdybym go ujrzała przed oczyma po męczącej wędrówce, może wśród innych niesprzyjających okoliczności.

Major, który obecną rozmowę uważał właściwie za środek jedynie do poparcia swych zamiarów, starał się znowu zwrócić do poezji lirycznej, w której syn jego rzeczywiście utworzył rzeczy godne pochwały. Nie przeczono mu wprost, ale próbowano go zbić żartami z drogi, na którą wstąpił — zwłaszcza, gdy napomykać się zdawał o namiętnych wierszach, w których syn jego usiłował, nie bez siły i zręczności, wypowiedzieć nieporównanej damie stanowczą skłonność swego serca.

— Pieśni miłosnych — rzekła piękna kobieta — nie lubię słuchać ani czytanych, ani śpiewanych. Szczęśliwym kochankom zazdrościmy, zanim się opatrzymy, a nieszczęśliwi zawsze nas nudzą.

Potem starsza dama, zwrócona do swej ślicznej przyjaciółki, zabrała głos i rzekła:

— Po co robimy takie kołowanie, po co tracimy czas na ogródki względem człowieka, którego czcimy i kochamy? Czyż nie powinnyśmy zwierzyć mu się, żeśmy już miały przyjemność poznać częściowo jego milutki wiersz, w którym przedstawia ze wszystkimi szczegółami dziarską namiętność do polowania; i prosić teraz, żeby go nam udzielił w całości? Syn pański — mówiła dalej — wydeklamował nam niektóre ustępy żywo bardzo z pamięci i zainspirował nas do ujrzenia ich w związku.