A gdy ojciec ponownie chciał wrócić do talentów syna i podnieść je, nie zgodziły się na to panie, nazywając oczywistym wybiegiem, by pośrednio odmówić spełnienia ich życzeń. Nie wywinął się, aż przyrzekł wyraźnie wiersz ten nadesłać. Ale potem rozmowa przybrała obrót taki, który mu nie pozwolił powiedzieć nic więcej na rzecz syna — zwłaszcza, że ten odradzał mu wszelką natarczywość.

Kiedy już przyjaciel uważał za stosowne pożegnać się i z tego powodu ruch jakiś zrobił, piękna wdowa z pewnym zakłopotaniem, które ją jeszcze piękniejszą czyniło, rzekła, starannie wygładzając świeżo zawiązany fontaź na pugilaresie:

— Poeci i kochankowie od dawna już niestety są tak osławieni, iż ich obietnicom i przyrzeczeniom niewiele wierzyć należy. Daruj więc pan, jeśli się ośmielam słowo człowieka honorowego podawać w wątpliwość i dlatego nie żądam zastawu, zadatku, ale go daję. Weź pan ten pugilares. Ma on jakieś podobieństwo do pańskiego poematu o polowaniu, wiele wspomnień jest do niego przywiązanych, czas jakiś zeszedł na pracy, na koniec jest on gotowy. Niech go pan użyje jako posłańca, żeby nam przyniósł pańską miłą pracę.

Wobec tak niespodzianego podarunku, poczuł się major zupełnie zaskoczony. Zdobny przepych tego daru nie był w żadnym stosunku z tym, co go zazwyczaj otaczało, z innymi rzeczami, którymi się posługiwał, tak, iż lubo wręczony jemu, z trudnością ledwie mógł go sobie przyswoić. Ale oprzytomniał, a że pamięci jego nigdy nie zawodziło to, co jej dobrego powierzył, więc rychło przyszedł mu do głowy jakiś ustęp z poety klasycznego. Byłoby atoli dowodem pedantyzmu, gdyby go wygłosił. Obudził on jednak w nim myśl tak pogodną, że mógł na poczekaniu, zręcznie go sparafrazowawszy, wyrazić i uprzejmą wdzięczność, i ładny komplement. I tak się zakończyła ta scena w sposób zadowalający wszystkich rozmówców.

Nie bez zakłopotania znalazł się tedy major wplątanym w miły stosunek. Przyrzekł nadesłać, pisać zobowiązał się. A lubo powód był dla niego w pewnej mierze nieprzyjemny, musiał przecież za szczęście poczytać, że pozostaje w sposób wesoły w stosunku z kobietą, która z wielkimi swymi zaletami tak bliska stać mu się miała. Rozstał się tedy z paniami nie bez pewnego wewnętrznego zadowolenia. Bo jakże by nie miał odczuć takiej zachęty poeta, którego usilnej pracy, co tak długo spoczywała niedostrzeżona, dostaje się w udziale całkiem niespodziewanie tak miła uwaga?

Zaraz po powrocie do kwatery zasiadł major do pisania, by powiadomić o wszystkim swą dobrą siostrę. Rzecz bardzo naturalna, iż w przedstawieniu jego uwydatniła się pewna egzaltacja, jakiej sam doznawał, ale która jeszcze się wzmogła wskutek słów syna, przeszkadzającego mu od czasu do czasu.

Na baronowej list ten wywarł wrażenie bardzo zmącone. Bo chociaż ta okoliczność — wskutek której związek jej brata z Hilarią mógł być ułatwiony i przyśpieszony — całkowitym zadowoleniem przejąć by ją zdołała, to przecież piękna wdówka jakoś nie przypadła jej do smaku, lubo nie myślała zdawać sobie z tego sprawy. Przy tej sposobności robimy następujące spostrzeżenie.

Z entuzjazmu względem jakiejkolwiek kobiety nigdy nie należy zwierzać się innej. Znają się one nawzajem zbyt dobrze, aby się uważać za godne takiej czci wyłącznej. Mężczyźni przedstawiają się im jak kupujący w sklepie, gdzie sprzedający ma wyższość co do swoich towarów, które zna, i może uchwycić sposób ukazania ich w świetle najlepszym, gdy kupujący — przeciwnie — wchodzi zawsze z pewnym rodzajem niewinności. Potrzebuje towaru, chce i pragnie go, a rzadko umie nań patrzyć oczyma znawcy. Tamten wie bardzo dobrze, co daje; ten nie zawsze, co bierze. Ale tego już w życiu i stosunkach ludzkich zmienić się nie da. Owszem, to jest zarówno chwalebne, jak konieczne, gdyż wszelkie pożądanie i staranie się, wszelkie kupowanie i zamiana na tym polega.

Wskutek takiego poczucia raczej niż z rozmysłu nie mogła być baronowa zupełnie zadowolona ani namiętnością syna, ani przychylną oceną ojca. Widziała się zaskoczoną pomyślnym obrotem sprawy, ale nie potrafiła odepchnąć od siebie złego przeczucia, z powodu podwójnej nierówności wieku. Hilaria jest za młoda dla brata, wdowa nie dosyć młoda dla bratanka. Tymczasem sprawa potoczyła się swym biegiem, który — jak się zdaje — powstrzymany być nie może. Pobożne życzenie, żeby wszystko dobrze poszło, wydarło się jej wraz z cichym westchnieniem. By ulżyć sercu, wzięła pióro i pisała do owej przyjaciółki, znającej ludzi, po wstępie historycznym tak się dalej wyrażając:

„Gatunek tej młodej, zwodniczej wdówki nie jest mi nieznany. Przestawania z kobietami zdaje się unikać i znosi tylko jedną koło siebie kobietę, która jej nie przyćmiewa, pochlebia jej i jeśliby jej nieme zalety nie uwydatniały się dostatecznie, umie je polecić uwadze za pomocą słów i zręcznego traktowania. Widzami, uczestnikami takiej prezentacji muszą być mężczyźni — stąd powstaje konieczność przyciągania ich i zatrzymywania. Nie myślę nic złego o tej pięknej kobiecie, wydaje się ona przyzwoita i dosyć ostrożna. Lecz podobna, pożądliwa próżność poświęca coś także okolicznościom. A nadto, co uważam za rzecz najgorszą, nie wszystko jest rozważone i zamierzone. Szczęśliwe usposobienie kieruje i opiekuje się nią, a nic nie ma bardziej niebezpiecznego w takiej urodzonej kokietce jak wyłaniające się z niewinności rozpasanie”.