*

Obrazy owe, które wprawdzie musiały każdego zająć i pociągnąć, rozpatrywała szczególnie Hilaria z wielką bacznością. Uwagi jej dały poznać, że i ona sama nie jest obca temu fachowi. Najmniej pozostało to tajne artyście, który od nikogo chętniej nie oczekiwał uznania niż od tej najpowabniejszej ze wszystkich osób. Starsza tedy przyjaciółka nie mogła już milczeć dłużej, lecz zganiła Hilarię, że się — jak zawsze, tak i tym razem — ociąga wystąpić z własnym uzdolnieniem swoim; że tu nie o to idzie, żeby zostać pochwaloną lub zganioną, lecz żeby się nauczyć; że piękniejszej sposobności ku temu może się już nie znajdzie.

Teraz dopiero, gdy Hilaria zmuszona była wydobyć swoje obrazki, okazało się, co to za talent się kryje za tym cichym, milutkim usposobieniem — zdolność jej wrodzona wyćwiczona była starannie. Miała trafne oko, czystą rękę, jaka uzdalnia kobiety do wyższej sztuki wobec ich zwykłych robótek, mających na celu strój i ozdobę. Widziano wprawdzie niepewność w kreskach, stąd niedostatecznie uwydatniony charakter przedmiotów, ale należycie podziwiano bardzo staranne wykonanie. Przy tym jednak całość bywała nieujęta w sposób najkorzystniejszy, nieułożona artystycznie. Zdawało się, iż się lęka znieważyć przedmiot, jeśliby go nie odtworzyła zupełnie wiernie; z tego powodu, jest trwożna i gubi się w szczegółach.

Ale teraz Hilaria czuje, jak wielki, swobodny talent, jak zuchwała ręka artysty podnieca i budzi w niej to, co dotychczas drzemało pod względem myśli i smaku. Rozjaśnia się jej, że powinna tylko nabrać odwagi i pójść poważnie i po prostu za tymi zasadniczymi maksymami, które podawał jej artysta gruntownie, przyjaźnie i stanowczo, powtarzając je ciągle. Pewności kresek nabywa, powoli coraz mniej dba o części niż o całość. I tak nader piękna zdolność rozwija się niespodzianie we wprawę — jak pączek różany, koło którego przeszliśmy wieczorem, nie zwracając nań uwagi, nazajutrz wraz ze wschodem słońca pęka przed naszymi oczyma, tak że zdaje nam się, iż widzimy żywotne drżenie, które zwraca wspaniałe zjawisko ku światłu.

Nie pozostało też bez wpływu moralnego takie wykształcenie estetyczne, gdyż na sercu czystym wywiera magiczne wrażenie poczucie najgłębszej wdzięczności względem kogoś, komu winni jesteśmy jakąś decydującą naukę. Tutaj było to pierwsze, radosne uczucie, jakie się pojawiło w duszy Hilarii od dosyć dawna. Widzieć najprzód wspaniały świat dniami całymi przed sobą, a potem poczuć udzielony sobie nagle dar doskonalszego odtwarzania! Co za rozkosz zbliżyć się za pomocą rysów i barw do tego, co się wysłowić nie daje! Czuła się zaskoczona jakby młodością nową i nie mogła się wyrzec szczególnej przychylności dla tego, któremu szczęście to zawdzięczała.

Tak siedzieli obok siebie. Nie można by było odróżnić, które z nich z większą skwapliwością się zachowywało — czy ten, co wykazywał zalety sztuki, czy ta, co je chwytała i zastosowywała. Nastało najszczęśliwsze współubieganie się, jakie między uczniem a mistrzem rzadko się nawiązuje. Niekiedy zdawało się, iż przyjaciel chciał wpłynąć na jej rysunek jakąś kreską stanowczą, ale ona łagodnie go odsuwając, śpieszyła natychmiast wykonać, co było pożądane, co konieczne — i to zawsze ku jego zdumieniu.

Piękna wdowa tymczasem przechadzała się z Wilhelmem pod cyprysami i piniami, już to przy winogradach133, już to przy pomarańczach, okalających tarasy. W końcu nie mogła wytrzymać, by nie spełnić życzenia łagodnie napomkniętego przez nowego przyjaciela — musiała mu wyjawić dziwaczne skrępowanie, mocą którego przyjaciółki, oddzielone od dawniejszych stosunków swoich, a złączone ze sobą serdecznie, w świat zostały wysłane.

Wilhelm, któremu nie brak było daru zwracania dokładnej uwagi na wszystko, spisał potem poufne opowiadanie, a my zamierzamy je zakomunikować w przyszłości czytelnikom naszym tak, jak on je ułożył i przez Hersylię posłał Natalii.

Nadszedł wieczór ostatni, a ukazujący się w całej jasności księżyc w pełni nie dał przejścia dnia w noc odczuć. Całe towarzystwo zasiadło na jednym z najwyższych tarasów, by spoglądać na spokojne, ze wszech stron oblane światłem i wkoło też blask siejące jezioro, które wzdłuż było częściowo zakryte, ale wszerz widniało w całości.

O czymkolwiek wśród takich okoliczności gawędzono, niepodobna było przecież pominąć rzeczy stokrotnie omawianej, by raz jeszcze nie rozwieść się nad zaletami tego nieba, tej wody, tej ziemi, pozostającej pod wpływem gorącego słońca, łagodniejszego księżyca, oddając im uznanie wyłączne i liryzmem przejęte.