Ponieważ każdy obszar świętował własną swą uroczystość, poprowadzono gościa do dzielnicy muzyki instrumentalnej. Graniczyła ona z równiną i ukazywała mile i ładnie zmieniające się doliny, małe, smukłe gaiki, łagodne potoki, przy których tu i owdzie wznosiła się skała omszona. Na wzgórzach widać było rozrzucone mieszkania, krzewami otoczone. Na gruntach łagodnych domy skupiały się bliżej siebie. Owe uroczo odosobnione chaty tak były od siebie odległe, że ani piękne, ani fałszywe dźwięki nie mogły się wzajem dosięgnąć.
Zbliżyli się następnie do szerokiej, wkoło zabudowanej i ocienionej przestrzeni, gdzie ciżba, stłoczona, oczekiwała czegoś z wielką, jak się zdawało, uwagą. W chwili gdy gość wchodził, rozpoczęła się potężna symfonia wszystkich instrumentów, których doskonałą siłę i delikatność umiał podziwiać.
Naprzeciwko sporej orkiestry stała mniejsza, ściągająca na siebie szczególną uwagę. Znajdowali się w niej młodzi i starsi uczniowie; każdy trzymał instrument swój w pogotowiu, nie grając. Byli to ci, co jeszcze nie umieli lub nie śmieli brać udziału w grze ogólnej. Ze współczuciem patrzono, jak oni niby do skoku się zabierali, i powiadano z uznaniem, że święto takie rzadko mija, nie dawszy się nagle rozwinąć temu lub owemu talentowi.
A że wśród instrumentów dał się i śpiew słyszeć, nie mogło więc być wątpliwości, iż i on uwzględniony będzie. Następnie na pytanie, jaki jeszcze przedmiot wykształcenia łączy się z tym przyjaźnie, posłyszał wędrowiec, że poezja i to w rodzaju lirycznym, że dbają tu o to przede wszystkim, iżby się rozwijały obie sztuki — każda dla siebie i sama przez się, a potem jedna względem drugiej i ze sobą razem. Uczniowie poznają je w ich uwarunkowaniu, następnie dowiadują się, jak się one wzajem warunkują, a potem wzajem wyswobadzają. Rytmice poetyckiej przeciwstawia muzyk podział na takty i ruch taktowy. Ale tu niebawem okazuje się panowanie muzyki nad poezją, bo kiedy ta, jak słuszną i konieczną jest rzeczą, wciąż ma w pamięci jak najczystszy możliwie iloczas, to dla muzyka niewiele zgłosek bywa stanowczo długimi lub krótkimi. Burzy on wedle upodobania najsumienniejszą pracę rytmotwórcy, ba, przemienia nawet prozę w śpiew, przy czym występują najdziwaczniejsze możliwości, a poeta czułby się rychło unicestwiony, gdyby nie umiał ze swej strony liryczną delikatnością i śmiałością przejąć muzyka uszanowaniem i wywoływać nowe uczucia, już to w najłagodniejszym następstwie, już to za pomocą przejść gwałtownych.
Śpiewacy, których tu spotykamy, są po większej części sami poetami. I tańca też uczą tutaj w głównych zarysach, ażeby wszystkie te uzdolnienia mogły się prawidłowo rozszerzać po wszystkich dzielnicach.
Gdy przeprowadzono gościa przez najbliższą granicę, ujrzał nagle zupełnie inne budownictwo. Domy nie były już rozrzucone, nie miały cech chat. Owszem, zbudowane były regularnie, mocno i pięknie z zewnątrz, a obszernie, wygodnie i ozdobnie wewnątrz. Można było dostrzec w tym miasto niezacieśnione, porządnie zabudowane, zastosowane do okolicy. Tu jest siedlisko sztuk plastycznych i spokrewnionych z nimi rzemiosł, a dziwna cisza panuje nad tymi obszarami.
Artysta plastyczny myślą ogarnia wprawdzie zawsze to, co wśród ludzi żyje i działa, ale zatrudnienie jego jest samotne — a przez sprzeczność najdziwniejszą żadne inne może nie wymaga tak stanowczo żywotnego otoczenia. Tu tedy tworzy każdy w cichości, co niebawem ma na zawsze zajmować oczy ludzi. Spokój uroczysty panuje nad całą miejscowością i gdyby się tu i owdzie nie słyszało ciosania kamieniarzy lub miarowych uderzeń cieśli, którzy wtedy właśnie zajęci byli wykańczaniem wspaniałej budowli, to by powietrza żaden dźwięk nie poruszał.
Wędrowca naszego zastanowiła powaga, dziwna surowość, z jaką traktowani byli zarówno początkujący, jak i doskonalący się. Zdawało się, jakby nikt tu nie działał z własnej woli i mocy, lecz jakby duch jakiś tajemny ożywiał wszystkich na wskroś, prowadząc ku jedynemu, wielkiemu celowi. Nigdzie nie można było dostrzec pierwszego rzutu i szkicu, każdy rys pociągnięty był rozważnie. A kiedy wędrowiec prosił przewodnika o wyjaśnienie całego postępowania, powiedział on, iż wyobraźnia jest i tak już ulotną, niestałą zdolnością, kiedy cala zaleta twórcy plastycznego na tym polega, by się nauczył coraz bardziej ją określać, zatrzymywać w locie, a w końcu wywyższyć aż do stałej obecności.
Wspomniano o potrzebie niewątpliwych zasad w innych sztukach. Dozorca mówił:
— Czyżby muzyk pozwolił uczniowi poruszać struny wedle dzikiego upodobania albo wynajdywać sobie interwały136 dowolnie, wedle własnej ochoty? Tu jest to rzeczą zastanawiającą, iż się nic nie zostawia samowoli uczącego się. Żywioł, w którym ma działać, stanowczo jest określony. Narzędzie, którym się ma posługiwać, wkłada mu się w ręce, a nawet ma przepisany sposób, w jaki go używać powinien, to jest zmianę palców, ażeby jeden członek ustępował z drogi drugiemu i torował gościniec dla swego następcy. A przez to prawidłowe współdziałanie w końcu dopiero rzecz niemożliwa możliwą się staje. Co nas atoli najbardziej uprawnia do surowych wymagań, do praw stanowczych, to to, że właśnie geniusz, talent wrodzony najpierwej je pojmuje, najchętniej posłuszeństwo im okazuje. Tylko zdolność połowiczna wolałaby swoją ograniczoną właściwość postawić na miejsce bezwzględnej całości, a swoje omylne rzuty upiększyć pozorem niepokonanej oryginalności i samodzielności. Ale my tego nie uznajemy, lecz strzeżemy uczniów naszych przed wszelkimi fałszywymi krokami, przez które duża część życia, ba, niekiedy całe życie, popada w zamęt i marnieje. Najprzyjemniej nam mieć do czynienia z geniuszem, gdyż on natchniony bywa dobrym duchem, by rychło poznać, co mu jest potrzebne. Pojmuje on, że sztuka dlatego właśnie nazywa się sztuką, iż nie jest naturą. Godzi się on poważać to nawet, co by można nazwać konwencjonalnością. Bo cóż to znaczy innego, jeśli nie to, iż najwyborniejsi ludzie zgodzili się rzecz konieczną, nieodzowną uważać za najlepszą? I czy to nie wychodzi wszędzie na dobre? Ku wielkiemu ułatwieniu dla nauczycieli zaprowadzone tu są i wpajane, jak wszędzie u nas, trzy uszanowania i ich oznaki, z pewną zmianą, zastosowaną do natury właściwego zatrudnienia.