Umiejąc pływać bardzo dobrze, niebawem opuścił płytkie miejsce, poddał się nurtowi i przybył aż do mnie nad głębiną; dziwnie mi się zrobiło na sercu. Koniki polne tańczyły wkoło mnie, mrówki się uwijały, różnobarwne chrząszcze zwieszały się na gałęziach, a złociste panny, jak on je nazywał, szmyrgały142 i kołysały się u nóg moich, właśnie kiedy on, wydobywając spomiędzy korzeni wielkiego raka, ukazywał go radośnie, a potem go znowu zręcznie chował w dawnym miejscu na przygotowywany połów. Wokół było ciepło i wilgotno; z upragnieniem chciało się zejść ze słońca w cień, a z chłodu ocienionego miejsca do chłodniejszej wody. Łatwo mu tedy było zwabić mnie na dół. Niezbyt często powtarzane zaproszenie uznałem za nieodparte i bojąc się nieco rodziców, z czym się łączył także lęk wobec nieznanego mi żywiołu, doznawałem dziwnego wzruszenia. Lecz rozebrawszy się wkrótce na żwirze, odważnie spuściłem się do wody, nie głębiej wszakże, niż pozwalał na to grunt łagodnie spadzisty. Tu kazał mi on się zatrzymać, sam oddalił się w unoszącym go żywiole, powrócił, a kiedy się podniósł, kiedy się wyprostował, by się osuszyć na słońcu, zdało mi się, że oczy moje olśniewa słońce potrójne — tak piękna była ta postać ludzka, o jakiej pojęcia nigdy nie miałem. I on również, jak się zdawało, przypatrywał mi się uważnie. Szybko się ubrawszy, staliśmy wobec siebie wciąż jeszcze bez osłony. Dusze nasze przyciągały się i wśród najognistszych pocałunków przysięgliśmy sobie wieczną przyjaźń.
Potem atoli śpiesznie, bardzo śpiesznie pobiegliśmy do domu właśnie w samą porę, kiedy towarzystwo weszło na wielce miłą ścieżkę, poprzez krzaki i las, mniej więcej półtorej godziny ku mieszkaniu amtmana prowadzącą. Przyjaciel mój towarzyszył mi, zdawaliśmy się nierozłączni. Ale kiedym w połowie drogi poprosił o pozwolenie zabrania go ze sobą do domu amtmana, żona proboszcza odmówiła, prawiąc po cichu o niestosowności. Natomiast dała mu pilne zlecenie, żeby powiedział swemu wracającemu ojcu, iż ona po powrocie do domu koniecznie zastać musi piękne raki, którymi pragnie, jako rzadkością, obdarzyć gości wracających do miasta. Chłopak odszedł, ale ręką i ustami przyobiecał, że czekać na mnie będzie dziś wieczorem na skręcie lasu.
Towarzystwo dostało się tedy do domu amtmana, gdzieśmy zastali stosunki również wiejskie, ale wyższego rodzaju. Spóźniający się z winy zanadto zajętej gospodyni obiad nie budził we mnie niecierpliwości, gdyż przechadzka po dobrze utrzymanym wirydarzu, dokąd córka cokolwiek młodsza ode mnie drogę mi wskazała jako towarzyszka, była dla mnie nadzwyczaj miła. Kwiaty wiosenne wszelkiego rodzaju znajdowały się w ozdobnie oznaczonych kwaterach, wypełniając je lub upiększając ich brzegi. Towarzyszka moja była to piękna, łagodna blondynka. Przechadzaliśmy się poufale, wzięliśmy się niebawem za ręce i nie zdawaliśmy się pragnąć niczego lepszego. Tak mijaliśmy rzędy tulipanów, szeregi narcyzów i żonkili. Ona pokazywała mi różne miejsca, gdzie właśnie już przekwitły najwspanialsze hiacynty. Dbano jednakże i o następne pory roku — już zieleniły się krzaki przyszłych jaskrów i anemonów. Troskliwość o liczne łodygi gwoździków obiecywała wielce urozmaicony rozkwit, ale wcześniej już pączkowała nadzieja obfitych w kwiaty lilii, roztropnie rozsadzonych pomiędzy różami. A niejedna altanka obiecywała niebawem zabłysnąć i cieniem obdarzyć, mając przy sobie przewiercień143, jaśmin, latorośl winną i inne pnące się krzewy.
*
Kiedy po tylu latach rozważam stan swój ówczesny, to wydaje mi się on rzeczywiście godny zazdrości. Niespodziewanie w owej chwili owionęło mnie przeczucie przyjaźni i miłości. Bo jeślim niechętnie się rozstawał z pięknym dziewczęciem, pocieszała mnie myśl, że uczucia te otworzę przed moim młodym przyjacielem, że mu je zwierzę i cieszyć się będę jego współudziałem zarazem i tymi świeżymi wzruszeniami.
*
A jeśli mam jeszcze jedną uwagę tu dołączyć, to wyznać winienem, że w ciągu życia owo pierwsze objawienie się świata zewnętrznego przedstawiało mi się jako właściwa, oryginalna natura, wobec której wszystkie inne przedmioty, jakie się nam później przed zmysły nasuwają, wydają się kopiami tylko, które pomimo zbliżenia do tamtej nie posiadają przecież istotnie pierwotnego ducha i znaczenia.
*
Jakaż by nas rozpacz ogarniała na widok świata zewnętrznego, tak zimnego, tak bezdusznego, gdyby we wnętrzu naszym nie rozwijało się coś, co w zupełnie inny sposób opromienia naturę, dając nam twórczą władzę upiększania w niej siebie samych!
*