Zdawało się, że oczekiwano roznosiciela. Wypatrywano go nawet spoza małych okienek, gdyż przychodził zazwyczaj, o ile to było możliwe, w tym samym dniu tygodnia — kupował przędzę, sprzedawał świeżą bawełnę, potem schodził szybko na dół, gdzie dużo domów w niewielkiej od siebie znajdowało się odległości. Ledwie nas spostrzeżono, zbiegli się mieszkańcy z powitaniem, dzieci się cisną i jajecznik163 albo nawet bułka radość im wielką sprawia. Wszędzie była radość wielka, a wzrosła jeszcze, gdy się okazało, że święty Krzysztof nabrał także podobnych rzeczy i rad był również zyskać sobie podziękowanie dzieci, tym dla niego przyjemniejsze, że podobnie jak jego towarzysz wybornie się umiał z malcami obchodzić.

Starzy natomiast mieli w pogotowiu dużo pytań. Każdy chciał coś wiedzieć o wojnie, która na szczęście toczyła się w oddali, a nawet niezbyt byłaby niebezpieczna w pobliżu takich okolic. Cieszyli się przecież spokojem, chociaż troska ich obsiadała z powodu innego zagrażającego niebezpieczeństwa. Niepodobna było bowiem utaić, że maszyny coraz bardziej rozpowszechniały się w kraju i groziły pracowitym rękom powolnym odebraniem zarobków. Dało się jednak przytoczyć niemało uwag pocieszających i przejmujących nadzieją.

Człowieka owego wypytywano tymczasem o radę w niejednym wypadku życia. Ba, musiał występować nie tylko jako przyjaciel, ale też i jako lekarz domowy, nosząc ze sobą zawsze krople cudowne, sole i balsamy.

Wstępując do różnych domów, miałem sposobność oddać się swemu dawnemu amatorstwu i zapoznać się z techniką przędzenia. Zauważyłem dzieci, które starannie i pilnie zajmowały się skubaniem kosmyków bawełny i oddzielaniem ziarenek, okruchów z łupinek wraz z innymi cząstkami zanieczyszczającymi — nazywają to wybieraniem (niem. erlesen). Zapytałem, czy to jest zajęcie dzieci tylko, ale się dowiedziałem, że podczas zimowych wieczorów trudnią się tym także mężowie i bracia.

Następnie, słusznie, zwróciły na siebie uwagę moją rześkie prządki. Przygotowywanie odbywa się w sposób następujący: wybraną, czyli oczyszczoną, bawełna rozciąga się równo na kardach164, które zazwyczaj gręplą nazywamy; grępluje się, przez co odchodzi kurz, a włoski bawełny przybierają jednostajny kierunek. Potem zdejmuje się, wiąże się mocno w pasma i tak przygotowuje do przędzenia na kołowrotku.

Pokazano mi przy tym różnicę pomiędzy przędzą zwróconą w lewo i w prawo. Tamta jest zwykle delikatniejsza, a robi się w ten sposób, że strunę, obracającą wrzeciono, zakłada się na wiertałkę165, jak to pokazuje rysunek (którego my, niestety, jak i innych, pokazać nie możemy).

Prządka siedzi przed kołowrotkiem, niezbyt wysoko. Niektóre utrzymują go w stałej pozycji, między założonymi na siebie nogami, inne tylko prawą stopą, lewą w tył cofając. Prawą ręką obraca tarczę i sięga tak daleko i tak wysoko, jak tylko może, skutkiem czego powstają piękne ruchy, a smukła postać przez powabne wygięcia ciała i okrągłą pełnię ramion odznacza się korzystnie. Kierunek zwłaszcza drugiego sposobu przędzenia daje kontrast bardzo malowniczy, tak że nasze najpiękniejsze damy nie potrzebowałyby się obawiać utraty prawdziwego wdzięku i powabu, gdyby zechciały — zamiast gitary — trzymać kołowrotek.

Wśród takiego otoczenia powstawały we mnie nowe uczucia. Warczące koła posiadają pewną wymowę, dziewczęta śpiewają psalmy, a także, choć rzadziej, inne pieśni.

Czyżyki i szczygły, wiszące w klatkach, ćwierkają tymczasem. I trudno byłoby znaleźć obraz ruchliwszego życia nad to, jakie toczy się w izbie, gdzie jest wiele prządek.

Nad opisaną tu przędzę kołowrotkową wyższa jest przecież inna, zwana ręczną. Używa się do niej bawełny najlepszej, mającej dłuższe od innych włoski. Kiedy została oczyszczona, rozciąga się ją nie na grępli, lecz na grzebieniach, składających się z pojedynczych rzędów długich igieł stalowych, i czesze się ją. Potem dłuższą i delikatniejszą jej część zdejmuje się pasemkami za pomocą tępego noża — technicznie nazywa się to struganiem (niem. ein Schnitz); zwija się, wkłada w tutkę papierową, a tę następnie przymocowuje się do kądzieli166. Z takiej to tutki przędzie się w ręku wrzecionem, dlatego nazywa się to po niemiecku aus dem Brief spirmen (prząść z listu), a otrzymaną przędzę — Briefgam.