Zajęcie to, uprawiane tylko przez osoby spokojne i rozważne, nadaje prządce wygląd łagodniejszy niż przy kołowrotku. Jeżeli to pasuje jak najlepiej do wysokiej, smukłej postaci, to tamtym zdobi się kształt spokojny, delikatny. Takie różne charaktery, różnym oddane robotom, ujrzałem w znacznej liczbie, w jednej izbie. I nie wiedziałem w końcu, czy uwagę swoją poświęcić pracy czy pracownicom.
Ale też nie mogę zaprzeczyć, iż mieszkanki gór, pobudzone przez rzadkich gości, okazywały się miłe i uprzejme. To je szczególniej cieszyło, żem się tak dokładnie o wszystko wywiadywał, żem zważał na to, co mi mówiły, żem rysował sprzęty i prostą maszynerię, kreśląc pobieżnie, ale dobitnie piękne członki — jak to powinno być widoczne tutaj167.
Z nadejściem wieczoru pokazano wykonaną robotę, pełne wrzeciona odłożono do skrzynek na to przeznaczonych i starannie sprzątnięto całą pracę dnia. Zaznajomiliśmy się już lepiej, a praca szła przecież swoim porządkiem. Zajmowano się teraz zwijaniem na motowidła168, pokazywano też znacznie swobodniej już to narzędzie, już to sposób postępowania, a ja zapisywałem wszystko starannie.
Motowidło ma koło i wskaźnik, tak że przy każdym obrocie wyskakuje sprężyna, która się zapada, kiedy się koło sto razy obróci. Liczbę tysiąca obrotów nazywają spustem (niem. der Schneller), według wagi którego oblicza się różną delikatność przędzy.
Przędzy w prawo naginanej wychodzi 25 do 30 na funt, w lewo zaś naginanej — 60 do 80, a nawet 90. Obrót motowidła wynosi siedem ćwierci łokcia lub cokolwiek więcej, a smukła, pilna prządka utrzymywała, że dziennie trzeba było uprząść na kołowrotku 4 do 5 spustów, to jest około 5.000 obrotów, a więc 8 do 9 tysięcy łokci przędzy; gotowa była do zakładu, gdybyśmy zechcieli dzień jeszcze jeden pozostać.
Nie mogła tego w końcu znieść spokojna i skromna prządka ręczna i zapewniła, że z funta w odpowiednim czasie przędzie 120 spustów. (Przędzenie ręczne odbywa się wolniej niż na kołowrotku, lepiej też bywa opłacane; może na kołowrotku przędzie się dwa razy tyle). Miała właśnie pełną liczbę obrotów na motowidle i pokazała mi, jak koniec nici parokrotnie obwija się i wiąże. Zdjęła spust, obróciła go tak, że się wyciągnął, przewlekła jeden koniec przez drugi i mogła z niewinnym zadowoleniem przedstawić zakończenie zajęcia wprawnej prządki.
Ponieważ nic tu więcej nie było do zauważenia, matka wstała i rzekła, że kiedy młody pan pragnie tak widzieć wszystko, to mu pokaże także tkactwo suche. A siadłszy do krosien, objaśniła mnie z równą uprzejmością, iż oni tym się tylko gatunkiem zajmują, gdyż jedynie on jest odpowiedni do robienia prostych perkalików, w których osnowa wchodzi sucha i nie bardzo mocno bywa zbijana. Pokazała mi następnie takie suche wyroby — są one zawsze gładkie, bez pasm i kwadratów czy innych, jakichkolwiek deseni, a szerokość ich wynosi zaledwie pięć do pięciu i pół ćwierci łokcia.
Księżyc świecił na niebie, a nasz roznosiciel przędzy obstawał za dzisiejszą wędrówką, gdyż musiał się trzymać dnia i godziny i wszędzie na czas przybywać. Mówił przy tym, że ścieżki piesze są dobre i wyraźne, zwłaszcza przy takiej pochodni nocnej. Z naszej strony rozweseliliśmy rozstanie jedwabnymi wstążkami i chusteczkami, których to towarów niósł święty Krzysztof dość dużą paczkę. Podarunek wręczyliśmy matce — do rozdzielenia między swoich.
Wtorek, 16 września (rano)
Wędrówka przy wspaniale jasnej nocy była pełna wdzięku i przyjemności. Dotarliśmy do cokolwiek większego zbioru chat, który należałoby może wsią nazwać. W niejakim od niej oddaleniu, na otwartym wzgórzu, stała kaplica. Zaczęło to wyglądać bardziej po mieszkalnemu i po ludzku. Minęliśmy płoty, za którymi nie było wprawdzie ogrodów, ale była skąpa, a starannie pilnowana roślinność łąkowa.