Doszliśmy do miejsca, gdzie, obok przędzenia, uprawiane też jest poważniej tkactwo.
Wczorajsza podróż nasza całodzienna, przedłużona do nocy, wyczerpała rześkie i młodzieńcze siły. Roznosiciel wszedł na strych, a ja zamierzałem pójść za nim, gdy święty Krzysztof powierzył mi swój tłumok i wyniósł się na dwór. Znałem jego chwalebny zamiar i dałem mu spokój.
Nazajutrz atoli przede wszystkim zbiegła się rodzina i surowo nakazano dzieciom, żeby za drzwi nie wychodziły, bo pewnie się w pobliżu znajduje straszny niedźwiedź albo inny jaki potwór, bowiem przez całą noc tak coś jęczało i mruczało, że skały i domy mogłyby się zatrząść. Radzono też, abyśmy w naszej dzisiejszej, dłuższej wędrówce mieli się na baczności. Staraliśmy się uspokoić, jak można było, tych poczciwych ludzi, ale to się okazało trudne na tej pustyni.
Roznosiciel oznajmił nadto, że pragnie co prędzej załatwić interesy i przyjść następnie po nas, mieliśmy bowiem przed sobą dzisiaj drogę długą i uciążliwą, gdyż nie po dolinie tylko schodzić, lecz wypadnie wdrapywać się na zastępujący drogę szczyt góry. Postanowiłem tedy skorzystać z czasu, o ile będzie można, i dałem się gospodarzom naszym zaprowadzić do izby tkackiej.
Oboje byli to ludzie wiekowi, w podeszłych latach pobłogosławieni dwojgiem czy trojgiem dzieci. W ich otoczeniu, postępowaniu i słowach od razu spostrzec można było uczucie religijne i poważny nastrój wyobraźni. Trafiłem właśnie na początek pracy, stanowiącej przejście od przędzenia do tkania, a że nie miałem pochopu do żadnej innej rozrywki, kazałem sobie podyktować do mego notatnika opis zajęcia, które w ruch się wprawiało.
Pierwszą robotę — napuszczania przędzy klejem — wykonano wczoraj. Gotuje się ją w cienkim rozczynie klejowym, składającym się z mączki i odrobiny kleju stolarskiego; przez to nici nabierają większej trwałości. Z rana pasma przędzy już wyschły i zabierano się do jej zwijania za pomocą koła na cewki trzcinowe. Stary dziadek, siedząc przy piecu, wykonywał tę lekką robotę. Wnuk stał przy nim i pragnął widocznie kierować osobiście kołem. Tymczasem ojciec układał cewki, aby snuć na snowadle169 podzielonym poprzecznymi pałeczkami, tak żeby się swobodnie poruszały wokół prostopadle stojących, mocnych drutów i pozwalały rozwijać się niciom. Układane są one z grubszą i cieńszą przędzą w tym porządku, jakiego wymaga wzór, a raczej linie w tkaninie. Snowarka170 (niem. Brittli), mniej więcej w kształcie sistrum171, ma dziury po obu stronach, przez które przeciąga się nici. Znajdują się one po prawicy robotnika, lewą ręką zbiera razem nici i rozkłada je w tę i tamtą stronę na owym snowadle. Jednokrotne przejście z góry na dół i z dołu do góry nazywa się obrotem (niem. Gang), a stosownie do gęstości i szerokości tkaniny, robi się wiele obrotów. Długość wynosi albo 64, albo 32 łokcie. Przy początku każdego obrotu palcami lewej ręki odkłada się jedną nić lub dwie w górę i tyleż na dół; nazywa się to wiechą (niem. die Rispe). Te wykręcone nici zakłada się na dwa gwoździe, umieszczone w górze na snowadle. Dzieje się tak dlatego, ażeby tkacz mógł utrzymać nici w należytym, jednostajnym porządku. Kiedy ukończą snucie, podwiązują tę rozsnutą przędzę, przy czym każdy obrót osobno się oddziela, ażeby się nic nie pomieszało. Następnie rozpuszczonym grynszpanem172 robią znak (niem. Male) na ostatnim obrocie, ażeby tkacz przywrócił miarę należną. Nareszcie zdejmuje się całość i zwija się w kształcie kłębka, który nazywają pękiem (niem. die Werfte).
Środa, 17 września
Zerwaliśmy się wcześnie przed świtem i rozkoszowaliśmy się wspaniałym, spóźnionym blaskiem księżyca. Jasność, rozlewająca się od wschodzącego słońca, pozwoliła nam widzieć okolicę lepiej zamieszkałą i zabudowaną. Jeżeli tam, w górze, spotkaliśmy, jako przejścia przez strumyki, kamienie, a niekiedy wąską kładkę, opatrzoną w poręcz z jednej tylko strony, to tu wzniesione już były mosty kamienne, ponad wodami rozszerzającymi się coraz hardziej. Wdzięk powoli zaczął się łączyć z dzikością, a przyjemnego wrażenia doznawali wszyscy wędrowcy.
Zza góry, z innej dzielnicy wód, wychodził smukły, czarnowłosy mężczyzna i już z daleka wołał — jako ten, co ma dobre oczy i głos tęgi:
— Niech was Bóg ma w swojej opiece, kumie roznosicielu!