Łatwo pojąć, jak byłem zdumiony, ba, przerażony. Tysiąc myśli przebiegało mi o tym odkryciu, a w gruncie wcale myśleć nie mogłem. Z tym zasnąłem, a obudziwszy się, sądziłem, żem śnił tylko. Poczułem się jednakże w pewnej mierze obcym mojej pięknej pani, a tym staranniej niosąc skrzyneczkę, nie wiedziałem, czy mam pragnąć czy się obawiać ponownego ukazania się jej w całkowitym wzroście ludzkim.
Po niejakim czasie, wieczorem, moja piękna weszła rzeczywiście w białej sukni, a ponieważ mrok był właśnie w pokoju, wydała mi się wyższa, niż ją dotąd widywać przywykłem, i przypomniałem sobie, żem słyszał, iż wszyscy z rodu syren i gnomów znacznie się wydłużają przy zapadającej nocy. Padła jak zazwyczaj w moje ramiona, ale ja nie mogłem jej zupełnie swobodnie przycisnąć do mej niespokojnej piersi.
— Najdroższy — rzekła — czuję po twoim przyjęciu, co już wiem, niestety. Widziałeś mnie w tym czasie, znasz stan mój, w jakim się niekiedy znajduję. Przez to przerywa się twoje i moje szczęście, a nawet w tym jest punkcie, iż może być całkiem zniszczone. Muszę cię opuścić i nie wiem, czy cię kiedykolwiek jeszcze zobaczę.
Jej obecność, wdzięk, z jakim mówiła, odpędziły natychmiast wspomnienie owego widzenia, które mi do owej chwili jak sen się ukazywało. Uścisnąłem ją ogniście, przekonywałem o swej namiętności, upewniałem o mej niewinności, opowiedziałem, jak przypadkowo zrobiłem to odkrycie — słowem, tylem dokazał, że wydawała się uspokojona sama i mnie uspokoić się starała.
— Zbadaj się dokładnie — rzekła — czy odkrycie to nie zaszkodziło twojej miłości. Czy możesz zapomnieć, iż się obok ciebie znajduję w dwojakiej postaci? Czy zdrobnienie mojej osoby nie zmniejszy także twego przywiązania?
Spojrzałem na nią. Piękniejsza była niż kiedykolwiek. Rozmawiałem tedy sam ze sobą: „Czyż to tak wielkie nieszczęście mieć żonę, która kiedy niekiedy staje się karlicą, tak że ją można obnosić w skrzyneczce? Nie byłoż by gorzej, gdyby się stawała olbrzymką i swojego męża pakowała do skrzynki?”.
Pogoda ducha wróciła mi. Za nic w świecie nie dałbym jej odejść.
— Najukochańsza! — odparłem. — Pozostańmy i bądźmy tak, jak byliśmy. Czyż moglibyśmy znaleźć oboje coś wspanialszego? Rób, jak ci wygodniej, a ja ci przyrzekam tym troskliwiej obchodzić się ze skrzyneczką. Jakżeby mogła na mnie wywrzeć złe wrażenie najśliczniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem? Jakże szczęśliwi byliby kochankowie, gdyby mogli posiadać takie miniaturki! A wreszcie, toć przecież był tylko obraz, maleńkie kuglarstwo. Doświadczasz mnie i drażnisz, ale zobaczysz, jak ja się trzymać będę.
— Rzecz jest poważniejsza, niż sądzisz — rzekła piękna. — Tymczasem jestem zadowolona, że bierzesz to lekko, gdyż dla nas obojga może to mieć najweselszy skutek. Zaufam ci i ze swej strony zrobię, co mogę. Tylko mi przyrzecz, że odkrycia tego nie wspomnisz nigdy w formie wyrzutu. Do tego dołączam jeszcze jedną usilną prośbę: strzeż się więcej, niż kiedykolwiek, wina i gniewu.
Obiecałem, czego żądała. Wciąż bym tylko obiecywał, ale ona sama zwróciła rozmowę na inne rzeczy i wszystko poszło dawniejszą koleją. Nie mieliśmy powodu zmieniać miejsca pobytu naszego — miasto było duże, towarzystwo liczne, a pora roku dawała sposobność do niejednej zabawy na wsi i w ogrodach.