Jarno, którego głowa pełna była przedsięwzięć górniczych i wymaganych przez nie wiadomości i uzdolnień, wykładał Wilhelmowi bardzo szczegółowo i wyczerpująco, a namiętnie, co sobie w obu częściach świata obiecuje ze względu na poznanie tej sztuki i wdrożenie się do niej. O tym jednak przyjaciel, który w sercu tylko ludzkim szukał zawsze prawdziwego skarbu, ledwie jakie takie mógł sobie wyrobić pojęcie. W końcu powiedział:
— Jesteś więc ze sobą w sprzeczności, zaczynając w starszych dopiero latach zajmować się tym, do czego od młodości trzeba się było pokierować.
— Wcale nie! — odparł tamten. — Właśnie bowiem dlatego, że w dzieciństwie, u kochającego mnie wuja, wysokiego urzędnika górniczego, byłem wychowywany, dlatego, żem wyrósł wśród młodych górników, wraz z nimi po rowach górskich spuszczając łódeczki z kory, znowu powróciłem do tego koła, gdzie się czuję zadowolony i w swoim żywiole. Ten wyziew z węglarni nie może chyba tak być dla ciebie miły jak dla mnie, com przywykł od dzieciństwa wdychać go jak kadzidło. Długom szukał po świecie i zawszem znajdował toż samo: w przyzwyczajeniu spoczywa jedyna błogość człowieka. Nawet nieprzyjemności, do której przywykliśmy, pozbywamy się niechętnie. Dręczyłem się raz długo raną, która się nie chciała zagoić, a kiedym w końcu wyzdrowiał, było mi nadzwyczaj niemiło, kiedy się już nie zjawiał chirurg, nie przewiązywał jej i nie jadł ze mną razem śniadania.
— Ja jednak — odparł Wilhelm — chciałbym synowi swemu zapewnić swobodniejszy pogląd na świat, niż je dać może ograniczone rzemiosło. Ograniczajcie człowieka, jak chcecie, w końcu rozejrzy się on przecież po swej epoce, a jakże ją zrozumieć zdoła, jeżeli nie wie mniej więcej, co ją poprzedziło. I czyżby nie musiał wchodzić ze zdumieniem do każdego sklepu korzennego, gdyby nie miał wcale pojęcia o krajach, skąd te nieodzowne osobliwości przybywają aż do nas?
— Po co ceremonia? — odparł Jarno. — Niech czyta gazety jak każdy filister39 i niech pije kawę jak każda baba. Ale jeśli tej myśli porzucić nie możesz i jeśli tak się już uwziąłeś na doskonałe wykształcenie, to nie pojmuję, jak możesz być tak ślepy. Jak chcesz długo jeszcze poszukiwać, jak nie spostrzegasz, iż się znajdujesz tuż obok wybornego zakładu wychowawczego.
— Tuż obok? — rzekł Wilhelm, potrząsając głową.
— Naturalnie! — odparł tamten. — Cóż tu widzisz?
— Gdzie?
— Tu, na wprost nosa.
Jarno wyciągnął palec wskazujący, dając znak i wołając niecierpliwie: