— No i cóż to?
— A cóż? — rzekł Wilhelm. — Węglarnia. Ale co to ma do tego?
— No przecież, węglarnia! Jakże się postępuje, ażeby ją ułożyć?
— Kładzie się polana przy sobie i jedne nad drugimi.
— To zrobiwszy, cóż się robi dalej?
— Jak się zdaje — rzekł Wilhelm — chcesz mi metodą sokratyczną40 ten honor okazać, że mi dowiedziesz, że mnie wyznać przymusisz, iż jestem niezmiernie głupi i tępy.
— Wcale nie — odrzekł Jarno. — Odpowiadaj no, przyjacielu, akuratnie na pytania. A więc! Co się dzieje, kiedy regularny stos drzewa ułożony został gęsto, a jednak przewiewnie?
— No cóż? Zapala go się.
— A kiedy już w całości zapalony, kiedy płomień przebija się przez każdą szczelinę, jakże postępują? Czy dają palić się dalej?
— Bynajmniej! Pośpiesznie murawą i ziemią, miałem węglowym i co tylko ma się pod ręką, przykrywają wydobywający się na zewnątrz płomień.