Po chwilowym milczeniu twarz się jej rozjaśniła.

— Odpowiadając na główne pytanie pańskie — rzekła — muszę zrobić zwierzenie, chcąc zarazem, żebyś pan lepiej mógł sobie objaśnić mój dobrany sposób mówienia, który czasami może się wydawać niezupełnie naturalny. Niestety, musieliśmy się oboje ukrywać przed innymi. A lubo wielce żeśmy się strzegli, by nie kłamać i nie być fałszywymi w grubym znaczeniu, byliśmy przecież tacy w subtelniejszym sensie, nie mogąc nigdzie znaleźć usprawiedliwienia dla tego, żeśmy nie bywali na licznie odwiedzanych zebraniach braci i sióstr. A że przy tym musieliśmy wysłuchać niejednej rzeczy wbrew naszym przekonaniom, więc rychło dał mi on do zrozumienia i uwzględnienia, że nie wszystko idzie prosto z serca, lecz że się jakby około wspólnej osi owija wciąż mnóstwo pustych słów, obrazów, porównań, tradycyjnych frazesów i powtarzających się, dźwięcznych wierszy. Pilniej odtąd zwracałam na to uwagę i tak sobie przyswoiłam język, żem mogła, bądź co bądź, wypowiedzieć mowę niczym jakiś przełożony. Z początku bawił się tym mój dobry nauczyciel, w końcu, rozdrażniony, zniecierpliwił się, tak że ja, chcąc go ułagodzić, obrałam drogę wprost przeciwną: przysłuchiwałam mu się tym uważniej, a w tydzień potem potrafiłam powtórzyć jego serdecznie zacny wykład z przybliżoną przynajmniej swobodą i w niezupełnie niepodobnym duchowym usposobieniu.

Tak zmieniał się nasz stosunek w nader ścisły związek, a namiętność do wszelkiej poznawalnej prawdy, dobra, jak też do możliwego ich wykonywania, były tym istotnym spoiwem, które nas łączyło. Kiedy sobie pomyślę, co panem powodować mogło, by mnie skłonić do takiego opowiadania, to sprawił to chyba mój żywy opis szczęśliwie spędzonego dnia targu.

Nie dziw się pan temu, gdyż właśnie wesołe, serdeczne rozpatrywanie pięknych i wzniosłych scen przyrody najprzyjemniej zabawiało mnie i mego narzeczonego w godzinach spokojnych i pracą niezajętych. Wyborni poeci ojczyści obudzili w nas i żywili to uczucie: Alpy196 Hallera197, Sielanki198 Gessnera199, Wiosnę200 Kleista201 często żeśmy sobie powtarzali, a świat nas otaczający rozpatrywaliśmy to ze strony uroczej, to wzniosłej.

Z przyjemnością wspominam dotychczas, jak żeśmy oboje, mając wzrok bystry i dalekonośny, rywalizowali częstokroć porywczo, by zwrócić sobie uwagę na świetne zjawiska ziemi i nieba, wzajem się wyprzedzając i przesadzając. Był to najpiękniejszy wypoczynek nie tylko po zajęciu dziennym, ale także i po owych poważnych rozmowach, które nas często aż nadto głęboko pogrążały we własnym wnętrzu naszym i zagrażały nam niepokojem.

W owej to dobie zajechał do nas pewien podróżny, prawdopodobnie pod zmyślonym nazwiskiem. Nie naciskaliśmy bardzo na niego, gdyż od razu zachowaniem swoim wzbudził w nas zaufanie, we wszystkim postępując wedle obyczaju, a na zebraniach naszych przysłuchując się z należytą uwagą. Oprowadzony po górach przez mego przyjaciela, okazuje się poważny, wyrozumiały i bogaty w wiadomości. I ja się przyłączam do ich rozmów moralnych, w których kolejno o wszystkim jest mowa, co dla duszy człowieka ważne stać się może. Otóż spostrzega on bardzo rychło w naszym sposobie myślenia o rzeczach boskich coś chwiejnego. Wyrażenia religijne stały się dla nas trywialne, ziarno, które w nich zawierać się miało, nam się wymknęło. Dał nam tedy poznać niebezpieczeństwo naszego stanu duszy, wykazując, jak groźne może się stać oddalenie się od tradycji, do której tak się wiele przyłączyło od samej młodości, jak nadzwyczaj niebezpieczne jest ono tam zwłaszcza, gdzie własnemu wnętrzu wiele jeszcze brakuje. „Zapewne, mówił, co dzień i co godzinę praktykowana pobożność staje się w końcu tylko sposobem spędzenia czasu i działa jakby jakaś policja na zewnętrzną dostojność, ale nie na głębię usposobienia. Jedynym na to środkiem jest wydobyć z własnej piersi równoznaczne, równie skuteczne, równie uspakajające nastroje”.

Rodzice przystali milcząco na połączenie nasze. Nie wiem, jak się to stało, że obecność nowego przyjaciela przyśpieszyła zaręczyny. Wydawało się nam życzeniem jego, by to ustalenie szczęścia naszego mógł obchodzić w cichym kółku, gdy razem z nami musiał wysłuchać, jak przełożony przy sposobności nie omieszkał nam przypomnieć biskupa laodycejskiego202 i wielkiego niebezpieczeństwa oziębłości, jakiej się w nas dopatrywano. Kilkakrotnie jeszcze rozmawialiśmy o tych przedmiotach, a on pozostawił odnoszącą się do tego kartkę, do której często potem potrzebowałam zaglądać.

Rozstał się wreszcie z nami i takiego doznałam uczucia, jakby wraz z nim uszły wszystkie dobre duchy. Nienowe jest to spostrzeżenie, że pojawienie się jakiegoś doskonałego człowieka w pewnym kole tworzy epokę, a z jego odejściem powstaje próżnia, w którą się często wciska przypadkowe jakieś nieszczęście.

Pozwól mi pan rzucić zasłonę na to, co zaraz nastąpiło! Przypadkiem szacowne życie mego narzeczonego, wspaniała jego postać nagle uległy zniszczeniu. Ostatnie godziny swoje obrócił mężnie na to, ażeby się ze mną, niepocieszoną, połączyć i zapewnić mi prawa do swego dziedzictwa. Ale wypadek ten był tym boleśniejszy dla rodziców, że na krótko przedtem utracili córkę i teraz ujrzeli się osieroconymi w najistotniejszym znaczeniu, czym ich czułe serca tak silnie zostały dotknięte, iż niedługo już cieszyli się życiem. Wkrótce poszli za swymi ukochanymi, a mnie dosięgła jeszcze jedna niedola. Ojciec mój, tknięty paraliżem, zachował jeszcze co prawda zmysłową wiedzę o świecie, ale nie ma ani duchowej, ani cielesnej nad nim władzy. I tak potrzebna mi się stała rzeczywiście owa samodzielność w największym nieszczęściu i osamotnieniu; samodzielność, w której, spodziewając się szczęśliwego związku i wesołego współżycia, wcześnie się ćwiczyłam i niedawno właśnie naprawdę umocniona zostałam prawdziwie ożywiającymi słowy tajemniczego wędrowca.

Nie powinnam wszakże być niewdzięczna, kiedy mi w tym stanie pozostał jeszcze dzielny pomocnik, który jako komisant zajmuje się tym wszystkim, co w takich sprawach jest obowiązkiem męskiej działalności. Kiedy dziś wieczorem wróci z miasta i pan go poznasz, to się dowiesz o dziwnym stosunku moim do niego.