Nie chcę się usprawiedliwiać, ale pragnienie, żeby tę wspaniałą duszę, jeśli nie pocieszyć, to rozerwać, nasunęło mi myśl opowiedzenia jej o dziwnym związku wielu wędrujących i rozstających się, do którego przystąpiłem już był od niejakiego czasu. Mimowolnie tak żem się już daleko zapędził, że chyba bym się nie mógł powstrzymać, gdym dostrzegł, jak nieopatrzne mogłoby się stać moje zaufanie. Ona się uspokoiła, zdziwiła, rozpogodziła, roztoczyła całą istotę swoją i wypytywała z taką miłością i zręcznością, żem się już wymknąć jej nie mógł i musiałem wyznać jej wszystko.
Nadeszła Małgosia, mówiąc, żebyśmy się udali do ojca. Dziewczyna wydawała się bardzo zamyślona i zmartwiona. Gdy odchodziła, rzekła do niej Piękna-Dobra:
— Elżusia ma urlop na dzisiejszy wieczór, zajmij się ty sprawami.
— Nie powinniście byli dawać go — odpowiedziała Małgosia — ona nic dobrego nie zrobi. Wybaczacie tej figlarce więcej, niż wypada, ufacie jej więcej, niż należy. Dowiaduję się właśnie, że pisała do niego list wczoraj. Podsłuchała rozmowę waszą, a teraz idzie na jego spotkanie.
Jakieś dziecko, które tymczasem zostało było przy ojcu, poprosiło mnie, żebym pośpieszył, gdyż poczciwy człowiek niepokoi się. Weszliśmy. Pogodny, ba, rozpromieniony siedział na łóżku.
— Dzieci — rzekł on — spędziłem te godziny na ciągłej modlitwie. Żadnego z psalmów dziękczynnych i pochwalnych Dawida205 nie pominąłem, a dodaję do nich z własnej duszy, ze wzmocnioną wiarą: Dlaczego człowiek spodziewa się tylko na metę najbliższą? Kiedy musi działać i dźwigać się, w dal powinien się spodziewać i Bogu zaufać.
Wziął rękę Leonarda, a także rękę córki; i kładąc jedną w drugą, rzekł:
— To nie ma być związek ziemski, lecz związek niebiański. Jak brat i siostra kochajcie się, ufajcie, bądźcie użyteczni i dopomagajcie sobie nawzajem, tak bezinteresownie, jak by wam Bóg dopomagał.
To powiedziawszy, opadł na posłanie z uśmiechem niebiańskim i odszedł w świat inny. Córka osunęła się przy łóżku, Leonard obok niej. Lica się zetknęły, a łzy ich złączyły się na jego ręce.
Pomocnik wbiega na w tej chwili i drętwieje na widok tej sceny. Z dzikim spojrzeniem, wstrząsając czarnymi kędziorami, woła dorodny młodzieniec: