— Umarł i to w chwili, kiedym usilnie miał wzywać wróconej mu mowy, by rozstrzygnął los mój, los córki swojej, istoty, którą po Bogu kocham najmocniej, której bym życzył zdrowego serca, serca, co by mogło poczuć wartość mojej skłonności. Dla mnie ona stracona, klęczy obok innego! Czy was pobłogosławił? Wyznajcież!
Wspaniała istota powstała tymczasem. Leonard podniósł się i przyszedł do siebie, a ona powiedziała:
— Nie poznaję was wcale, tego mężczyzny łagodnego, pobożnego, a nagle tak zdziczałego. Toż wiecie wszakże, jak wam jestem wdzięczna, jak o was myślę.
— O wdzięczności i myśleniu nie ma tu mowy — odparł tamten przytomnie. — Tu idzie o szczęście lub nieszczęście życia mego. Ten obcy człowiek przejmuje mnie niepokojem. Patrząc na niego, nie ufam sobie, bym mógł mieć nad nim przewagę. Wcześniejsze prawa usunąć, dawne związki rozwiązać; tego nie zdołam.
— Skoro tylko znowu będziesz mógł stać się sobą samym — rzekła Piękna-Dobra, piękniejsza niż kiedykolwiek — skoro będzie można mówić z tobą jak dawniej i zawsze, to ci powiem, to ci przysięgnę wobec tych ziemskich resztek mego świętej pamięci ojca, że z tym panem i przyjacielem taki jedynie łączy mnie stosunek, jaki możesz poznać, pochwalić i podzielić i jakim radować się winieneś.
Leonard zadrżał w najgłębszym swym wnętrzu. Wszyscy troje stali cisi, milczący i zamyśleni czas jakiś. Młodzieniec pierwszy zabrał głos, mówiąc:
— Chwila ta zbyt wielkie ma znaczenie, iżby nie miała być rozstrzygająca. Co mówię, to nie bez przygotowania. Miałem czas się namyślić, a więc słuchajcie. Powodem, dla którego odmawiałaś mi swej ręki, była moja odmowa pójścia za tobą, gdybyś z potrzeby albo zachcianki wywędrować chciała. Otóż tutaj, przed tym ważnym świadkiem, objawiam uroczyście, że wywędrowaniu twemu żadnej stawiać nie będę przeszkody. Owszem, dopomogę i wszędzie pójdę za tobą. Za to niewymuszone na mnie, tylko wskutek najdziwniejszych okoliczności przyśpieszone oświadczenie żądam w tej chwili ręki twojej.
Wyciągnął swoją, stał wyprostowany i pewny siebie. Dwoje pozostałych mimo woli cofnęło się w zdziwieniu.
— Już się powiedziało — rzekł młodzieniec spokojnie, z pewną pobożną wyniosłością — stać się to musiało, dla najwyższego dobra nas wszystkich. Bóg tak chciał. Ale żebyś nie myślała, że to skutek porywczości i zachcianki, to wiedz, że dla ciebie wyrzekłem się gór i skał i wszystko teraz właśnie przygotowałem w mieście, ażeby żyć wedle życzenia twego. Obecnie odchodzę sam jeden. Nie odmówisz mi środków ku temu, zostanie ci jeszcze dosyć, by to postradać tutaj, jak się obawiasz i jak masz rację się obawiać. Bo i ja wreszcie się przekonałem, że ten przebiegły, czynny frant zwrócił się w wyższą stronę doliny, gdzie wprowadza maszyny. Zobaczysz, że on całe pożywienie do siebie ściągnie. Może przywołasz, i to bardzo rychło, wiernego przyjaciela, którego wypędzasz.
Chyba nie stało nigdy w przykrzejszym do siebie stosunku troje ludzi, lękających się nawzajem, żeby się nie utracić, i niewiedzących w tej chwili, jak się mają dla siebie wzajemnie utrzymać.