Przed kilku laty przechadzał się wzdłuż murów swego parku po gościńcu i podobało mu się wypocząć w gaiku, w którym podróżny chętnie przebywa. Wysokopienne drzewa wznoszą się ponad młodymi, gęstymi zaroślami; ma się tu zabezpieczenie od wiatru i słońca. Czysto utrzymane źródło rozsyła swą wodę po korzeniach, kamieniach i murawach. Przechadzający się miał ze sobą, jak zazwyczaj, książkę i strzelbę. Starał się tedy czytać, często śpiewem ptaków, niekiedy wskutek kroków wędrowca, mile odrywany i zabawiany.
Piękny poranek daleko już był posunięty, gdy jakaś młoda i miła dziewczyna ku niemu się zbliżała. Opuściła gościniec, obiecując sobie zapewne wypoczynek i orzeźwienie w chłodnym miejscu, w którym on się znajdował. Pielgrzymka o oczach najpiękniejszych w świecie i o twarzy przyjemnie ożywionej ruchem, tak dalece się odznaczała budową, chodem i przystojnością48, iż on mimowolnie wstał ze swego miejsca i wyjrzał na gościniec, by zobaczyć orszak, jakiego się za nią spodziewał. Potem sama postać, która mu się szlachetnie ukłoniła, ściągnęła znów na siebie jego uwagę; z uszanowaniem oddał jej ukłon. Piękna podróżna usiadła na skraju źródła, wzdychając, lecz słowa nie mówiąc.
— Dziwne działanie sympatii! — zawołał pan Revanne, opowiadając mi swoją przygodę — westchnieniu jej zawtórowałem po cichu. Stałem, nie wiedząc, co mam mówić lub robić. Oczu mi nie starczyło, by objąć te doskonałości. Wyciągnięta wzdłuż i wsparta na łokciu, była najpiękniejszą postacią kobiecą, jaką sobie wyobrazić było można! Trzewiki jej dały mi pochop do osobnych rozmyślań; całkowicie zakurzone wskazywały daleko przebytą drogę, a jednak jej jedwabne pończochy były tak błyszczące, jakby dopiero co wyszły spod żelazka. Podkasana suknia nie była pomięta. Włosy jej, zdało się, układane były dziś rano. Cienka bielizna, cienkie koronki; tak była ubrana, jakby na bal iść miała. Nic w niej nie wskazywało włóczęgi. A jednak była nią, ale godną pożałowania, zasługującą na uszanowanie. Na koniec skorzystałem z kilku spojrzeń, jakie na mnie rzuciła, by ją spytać, czy podróżuje sama. „Tak, panie, odrzekła, sama jestem na świecie”. „Jak to, miałabyś pani być bez rodziców, bez znajomych?”, zapytałem. „Tegom nie chciała właściwie powiedzieć. Rodziców mam i dosyć znajomych, ale nie mam przyjaciół”, odpowiedziała. „Temu, mówiłem dalej, nie możesz pani z pewnością być winna. Masz pani postać, a zarazem i serce pewnie, którym daje się wiele wybaczyć”.
Poczuła ten rodzaj zarzutu, jaki krył w sobie mój komplement, a ja nabrałem dobrego wyobrażenia o jej wychowaniu. Otwarła na mnie parę niebiańskich oczu o najdoskonalszym, najczystszym błękicie, przejrzystych i błyszczących. Potem mówiła tonem szlachetnym, że nie może mieć za złe człowiekowi honorowemu, jakim się wydaję, gdy młodą dziewczynę, którą spotyka na gościńcu samą, uważa za nieco podejrzaną; że się to jej już nieraz przytrafiło, ale, chociaż jest obca, chociaż nikt nie ma prawa wypytywać jej, prosi, by wierzyć, że cel jej podróży może się pogodzić z najskrupulatniejszą uczciwością. Przyczyny, z których nikomu nie potrzebuje zdawać sprawy, zmusiły ją obnosić swe cierpienia po świecie. Zauważyła, że niebezpieczeństwa, jakich się obawiają dla płci jej, są urojone, i że cześć kobiety, nawet wśród rozbójników, wystawiona jest na szwank tylko wobec słabości serca i zasad. Zresztą chodzi tylko w tych godzinach i po takich drogach, gdzie się uważa za bezpieczną, mówi nie z każdym i bawi niekiedy dłużej w stosownych miejscach, gdzie by mogła zarobić na życie, oddając usługi, do których ją wdrożyło wychowanie.
Tu głos jej się załamał, powieki opadły. Ujrzałem kilka łez, staczających się na jej policzki.
Odparłem na to, że bynajmniej nie wątpię o dobrym jej pochodzeniu, jak i postępowaniu godnym szacunku; że żałuję tylko, iż jakaś konieczność zmusza ją do służenia, gdy się wydaje tak godna mieć służących, i że pomimo żywej ciekawości nie myślę na nią dalej nalegać. Owszem, pragnę się przekonać, zapoznając się z nią lepiej, iż wszędzie równie dbała o swą sławę, jak i o cnotę.
Słowa te zdawały się ją znowu dotykać, gdyż odpowiedziała: „Ukrywam nazwisko i ojczyznę właśnie dla sławy, która przecież, bądź co bądź, po większej części mniej zawiera rzeczywistości niż przypuszczeń. Jeżeli ofiaruję swe usługi, to pokazuję świadectwa ostatnich domów, gdzie cośkolwiek robiłam, i nie ukrywam, iż nie chcę być wypytywana o ojczyznę i rodzinę. Według tego muszą się ludzie kierować i pozostawić niebu albo słowom moim niewinność mego całego życia i mojej rzetelności”.
Tego rodzaju oświadczenia nie pozwalały wcale przypuszczać zboczenia umysłowego u pięknej awanturnicy. Pan Revanne, który nie mógł dobrze zrozumieć postanowienia biegania po świecie, przypuszczał, że ją może chciano wydać za mąż wbrew jej skłonności. Potem wpadł na myśl, że może to i rozpacz z miłości. I w dość dziwny sposób, chociaż zdarzający się nierzadko, domyślając się u niej miłości dla kogoś innego, sam się zakochał i bał się, by nie odeszła dalej. Nie mógł oczu oderwać od ślicznej twarzy, którą upiększało zielone półświatło. Jeżeli istniały kiedy nimfy, to nigdy się nie ukazała piękniejsza, wyciągnięta na murawie, a romansowy trochę charakter tego spotkania taki rozsiewał urok, iż mu się oprzeć nie zdołał.
Nie rozważając tedy rzeczy dokładniej, skłonił pan Revanne piękną nieznajomą, by się dała zaprowadzić do zamku. Nie robi wcale trudności, idzie razem z nim i przedstawia się jako osoba, której wielki świat jest znany. Przynoszą ochłody, które spożywa, bez fałszywej uniżoności z najczarowniejszym podziękowaniem. W oczekiwaniu obiadu pokazują jej dom. Zwraca uwagę na to tylko, co zasługuje na wyróżnienie — czy to w meblach i malowidłach czy też w stosownym rozkładzie pokojów. Znajduje bibliotekę, zna dobrze książki i mówi o nich ze smakiem, a skromnie. Ani paplaniny, ani zakłopotania. Przy stole równie szlachetne i naturalne zachowanie się oraz najmilszy ton w rozmowie. Aż dotąd wszystko jest rozsądkiem w jej rozmowie, a jej charakter wydaje się równie przyjemny jak jej postać.
Po obiedzie piękniejszą jeszcze uczynił ją pewien rys swobodny; zwracając się z uśmiechem do panny Revanne, rzecze: