Tak niech z każdym, co okłamuje

Szlachetną swą kochankę w dzień,

W nocy zaś zbyt śmiałym się czuje,

Włażąc w Amora zdrożną sień.

Zastanawiało to mocno, iż się w taki sposób zapomnieć mogła, a wybryk ten mógł uchodzić za oznakę problemów z głową, która nie zawsze była jednakowa.

— Ale — mówi mi pan Revanne — i myśmy zapomnieli o wszystkich uwagach, jakie żeśmy zrobić byli mogli. Nie wiem, jak się to stało. Musiał nas przekupić nieopisany wdzięk, z jakim te żarty wypowiadała. Grała nęcąco, ale rozważnie. Palce słuchały jej w zupełności, a głos był istotnie czarujący. Skończywszy, okazała się tak pewna siebie jak przedtem. Sądziliśmy, że chciała tylko rozweselić chwile trawienia.

Wkrótce potem prosiła o pozwolenie puszczenia się w dalszą drogę, ale na moje skinienie rzekła siostra, że jeżeli nie potrzebuje się śpieszyć, a ugoszczenie nie wywołuje w niej nieupodobania, to będzie dla nas świętem widzieć ją u nas dni kilka. Myślałem o zaproponowaniu jej jakiegoś zajęcia, gdy się skłoniła do pozostania. Ale tego pierwszego i następnego dnia oprowadzaliśmy ją tylko. Ani na chwilę nie zaprzeczyła sobie. Była ona rozumem, obdarzonym wszelkimi wdziękami. Duch jej był subtelny i dobitny, pamięć tak dobrze uposażona, a serce tak piękne, że bardzo często wzbudzała w nas podziw i utrzymywała uwagę naszą w naprężeniu. Przy tym znała prawidła dobrego zachowania się i stosowała je względem każdego z nas, jak nie mniej względem kilku przyjaciół, którzy nas odwiedzali, tak doskonale, że już zgoła nie wiedzieliśmy, jak zjednoczyć owe dziwactwa z takim wychowaniem.

Rzeczywiście, nie odważyłem się już poddawać jej projektu służenia domowi naszemu. Siostra moja, która ją polubiła, uważała również za obowiązek oszczędzać wrażliwość nieznajomej. Obie razem krzątały się około spraw domowych, a tu nieraz poczciwa dziewczyna zniżała się aż do pracy ręcznej i potrafiła zaraz potem zorientować się we wszystkim, co wymagało wyższego ładu i rachunku.

W krótkim czasie zaprowadziła tu porządek, którego żeśmy do dziś dnia w zamku nie pożałowali. Była bardzo rozsądną gospodynią, a że od początku samego siadywała razem z nami i przy obiedzie, nie wycofała się bynajmniej z fałszywej skromności, ale bez skrupułu jadała z nami i dalej. Lecz nie ruszyła ani karty, ani instrumentu, póki nie pokończyła wziętych na siebie zatrudnień.

Muszę wyznać, że mnie los tej dziewczyny serdecznie zaczął wzruszać. Żałowałem rodziców, którym prawdopodobnie bardzo brakło takiej córki. Wzdychałem nad tym, że tak łagodne cnoty, że tyle przymiotów miało zmarnieć. Żyła już z nami kilka miesięcy, a ja miałem nadzieję, że zaufanie, jakim ją przejąć staraliśmy się, wywoła wreszcie tajemnicę na jej usta. Jeśli to było nieszczęście, mogliśmy dopomóc. Jeśli to był błąd, to można się było spodziewać, że pośrednictwo, że świadectwo nasze, mogłyby jej wyjednać przebaczenie chwilowego omamienia. Ale wszystkie nasze zapewnienia przyjaźni, prośby nawet, okazały się nieskuteczne. Kiedy spostrzegła zamiar, iż chcemy wydobyć od niej jakieś wyjaśnienie, to się kryła poza ogólnikowe maksymy moralne, aby się usprawiedliwić, w niczym nas nie pouczając.