*
— Gdybyś pan pozostał z nami czas jakiś — rzekła Julisia — to by i nasza niedziela nie uprzykrzyła się panu. Pojutrze z rana zauważyłbyś pan wielką ciszę; każdy pozostaje samotny i poświęca się przepisanemu rozmyślaniu. Człowiek jest istotą ograniczoną, roztrząsać ograniczenie nasze jest rzeczą poświęconą niedzieli. Jeżeli to są cierpienia cielesne, na które żeśmy w ciągu tygodniowego odurzenia może za mało uważali, to na początku nowego tygodnia powinniśmy natychmiast wezwać lekarza. Jeżeli ograniczenie nasze jest ekonomiczne czy w ogóle obywatelskie, to urzędnicy nasi są obowiązani odbyć swe posiedzenia. Jeżeli to, co nas zamracza, jest duchowej, moralnej natury, to powinniśmy się zwrócić do jakiegoś przyjaciela, do kogoś życzliwego, prosząc go o radę, o współdziałanie. Słowem, jest to prawem, iżby nikt nie przenosił na tydzień następny sprawy, która go niepokoi lub dręczy. Od uciążliwych obowiązków może nas oswobodzić tylko najsumienniejsze ich spełnianie, a czego zgoła niepodobna wykonać, pozostawiamy w końcu Bogu, jako istocie wszystko warunkującej i wszystko wyswobadzającej. Sam nawet stryj nie zaniedbuje takiej próby. Bywały wypadki, kiedy rozmawiał z nami poufnie o sprawie, której przeprowadzić w danej chwili nie potrafił. Po większej części jednak naradza się z naszą szlachetną ciotką, odwiedzając ją od czasu do czasu. Zwykł także pytać w niedzielę wieczorem, czy się ze wszystkiego należycie wyspowiadano i czy wszystko załatwiono. Widzisz pan z tego, że my dokładamy starania, by nie być przyjętymi do zakonu pańskiego, do społeczności wyrzekających się.
— Porządne to życie! — zawołała Hersylia. — Jeżeli co siedem dni z czegoś rezygnuję, to przy trzechsetnym sześćdziesiątym piątym mam to przecież w zysku.
Przed odjazdem otrzymał jeszcze przyjaciel nasz od młodszego urzędnika paczkę z dołączonym listem, z którego ustęp przytaczamy:
„Zdaje mi się jakoś, że w każdym narodzie przewodniczy inny duch, którego zadowolenie czyni jedynie naród ten szczęśliwym — i spostrzega się to nawet już w różnych ludziach. Ktoś, co ucho swoje pragnie mieć przeniknięte pełnymi, cudnie ułożonymi tonami, a przez to mieć pobudzony umysł i serce, czyż mi podziękuje, chociażbym mu najpiękniejszy obraz stawiał przed oczami? Zwolennik malarstwa pragnie patrzeć, a nie dopuści, by jego wyobraźnię pobudzał poemat lub romans. Któż jest tedy tak utalentowany, żeby mógł się rozkoszować wszechstronnie?
Ale ty, przelotny przyjacielu, takim się wydałeś. A jeżeliś potrafił ocenić wdzięk dostojnego, bogatego obłąkania francuskiego, to mam nadzieję, że nie pogardzisz także prostą, wierną uczciwością stosunków niemieckich i darujesz mi, jeżeli ja stosownie do swego nastroju i sposobu myślenia, z pochodzenia i stanowiska nie widzę powabniejszego obrazu nad ten, jaki nam przedstawia stan średni niemiecki w swoim czystym pożyciu domowym.
Przyjmij pan to i pamiętaj o mnie”.
Rozdział ósmy
Kto jest zdrajcą?
— Nie! Nie! — zawołał, wchodząc pośpiesznie i gwałtownie do wskazanego sobie pokoju i stawiając świecę. — Nie! To niepodobna! Ale dokąd się zwrócę? Po raz pierwszy myślę inaczej od niego, po raz pierwszy czuję, chcę inaczej... O mój ojcze! Gdybyś mógł tu niewidzialnie być obecnym, przenikać mnie na wskroś, to byś się przekonał, że wciąż jestem tym samym, wciąż wiernym, posłusznym, kochającym synem... Powiedzieć „Nie!”, sprzeciwiać się najdroższemu, długo pieszczonemu życzeniu ojca! Jakże ja to wyjawię? Jakże ja to wyrażę? Nie, ja nie mogę ożenić się z Julią... Wypowiadając to, doznaję przerażenia. I jakże ja przed nim stanę, jak mu to odkryję, dobremu, kochanemu ojcu? Spogląda na mnie zdziwiony i milczy, wstrząsa głową; rozważny, roztropny, uczony mąż nie umie słów znaleźć. Biada mi!... O, wiedziałbym doskonale, komu powierzyć te katusze, to zmartwienie, kogo wybrać na swojego obrońcę. Spomiędzy wszystkich ciebie, Lucyndo! I tobie najprzód chciałbym powiedzieć, jak cię kocham, jak ci się oddaję i jak proszę cię błagalnie: „Wstaw się za mną, a jeśli mnie kochasz, jeśli chcesz być moja, to wstaw się za nami obojgiem”.